Na co czekam? Grudniowe premiery by Melomol


Dzisiaj przychodzę w nową kategorią. W przyszłości chciałabym pisać tutaj też o wielkich eventach, na których byłam, więc już teraz zacznę je wyszukiwać, a gdy się uda, będę na nie chadzać. Także ja zaczynam coś nowego, a grudzień kończy rok 2015. Szybko leci. Zobaczcie, co dla Was przygotowałam!

Nie uwierzycie, ale calutki dzień szukałam, poprawiałam, zmieniałam, usuwałam, psułam, dodawałam... szablony na bloga. Lubię zmiany. Pewnie nie raz jeszcze coś tutaj poprzekręcam, ale na razie się ogarniam i zostawiam tak, jak jest. Prócz działu wydarzenia, w którym jest jedna propozycja - ale święta tuż tuż, więc uznaję to za wynagrodzenie - wszystko zostaje. 

KSIĄŻKA

Wydawnictwo Czarna Owca przygotowało trzy książki, których opisy bardzo mnie zaintrygowały. Byłabym niezmiernie szczęśliwa, gdybym już mogła je przeczytać. Spodziewam się naprawdę wspaniałych opowieści.

Jak też możecie zobaczyć poniżej, przedstawiam dwa wydawnictwa związane z Gwiezdnymi Wojnami. Śmiało mogę nazwać grudzień, miesiącem Star Wars. W końcu wielka premiera się zbliża (patrz Film). Pierwsza z nich, Gwiezdne Wojny. Jak podbiły wszechświat, jest dokładnie o tym, o czym mówi tytuł. Ktoś postara się nam wytłumaczyć fenomen przygód Jedi. Druga z kolei to historia nie tylko znanych z filmowej sagi bohaterów takich jak Anakin Skywalker czy budzący grozę Imperator, ale także mniej znanych postaci z uniwersum Star Wars.




MUZYKA

Tym razem postarałam się odkryć nową muzykę. Oprócz znanego mi Coldplay'a oraz Europe, spodobała mi się muzyka Find Me i Baroness. Jeśli lubicie rock, heavy metal i wszelkie podgatunki, to serdecznie polecam się zapoznać.




FILM

To tutaj jest moja najukochańsza premiera, na którą długo, długo czekałam. Kolejny epizod. Miecze świetlne. Galaktyki. Gwiezdne Wojny! Czy komuś trzeba przedstawiać ten film? Nawet jeśli nie oglądał (niech to zrobi), to na pewno zna tytuł i kojarzy jakieś charakterystyczne elementy typu memy z Yodą. Przebudzenie Mocy wejdzie do kin 18 grudnia. Absolutnie nie można tego przegapić! 


WYDARZENIE

Judas Priest po sukcesie koncertu w Łodzi, wracają do Polski. Coś ostatnio się lubimy z legendami heavy metalu. Dodatkowo jako support wystąpi kultowe UFO. Dwa w jednym. Fanów czeka wspaniała zabawa.



Wiem, na pewno coś ominęłam, ale to co najciekawsze jest. Już teraz mogę życzyć Wam wielkich prezentów pod choinkę. Pochwalicie się nimi potem. Niech Moc będzie z Wami!
Zobacz więcej >

Jennifer L. Armentrout - Opal

Jennifer L. Armentrout - Opal

Wątki miłosne rozwijają się powoli albo wybuchają od razu. Katy i Daeomon należą do tej drugiej grupy i jestem z tego bardzo zadowolona. Dlaczego? Tym razem przystojny Luksjanin pokazuje swoją romantyczniejszą stronę, ale w dziwny sposób nadal pozostaje taki... Inny. Jeśli od początku byłby tak zaangażowany, umarłabym z zacukrzenia. Czy cały tom zwraca się ku cukierkowej stronie, czy jednak jest trochę poważnych akcji? Zobaczmy!


Po powrocie zaginionego brata przychodzi czas na podjęcie trudnej decyzji. W zasadzie ocalony Dawson już ją podjął, ale kochające rodzeństwo nie wypuści go ot tak, aby szedł na śmierć. Postanawiają pomóc mu odzyskać ukochaną, co jest trudne. Pojawia się jednak nieoczekiwany gość, który oferuje pomoc, lecz nie ma niczyjego zaufania. Pojawia się pytanie podjąć ryzyko czy czekać. Nic nie robić, czy działać. 

Kolejny raz pozostajemy w ciągłym lęku, bo w każdej chwili cała grupa bohaterów może zostać schwytana. Nic nie jest pewne. Zero sugestii na to, na czym stoją. Podjęcie trudnej decyzji dodaje więcej napięcia, ale za to akcja toczy się wolniej niż poprzednio. Zresztą cały tom jest przygotowaniem do ostatecznej akcji, od której zależny wszystko. Jej zakończenie jest niespodziewane i okrutne. Nidy nie pomyślałabym, że takie coś może mieć miejsce. Dlatego też nie spodziewajcie się, że przewidzicie kolejne zdarzenia. Świetna przygoda gwarantowana.

Jeśli tylko nie zacznie was razić bardziej nasycony wątek miłosny. Tym razem wydał się mi on pospolity. Wrażenie deja vu - gdzieś to już widziałam. Wszystko, co dobre szybko się kończy. Nie znaczy to, że autorka przesadziła z efektem Amora. Niektóre momenty naprawdę są magiczne. Pokazują nowe spojrzenia  Katy i Daemona na ich uczucia. Zaczynają rozumieć, że przed niektórymi rzeczami nie należy się bronić, ale opisów uścisków się trochę namnożyło. 

Poza tym zauważyłam, że język książki się odrobinę zmienił. Jest dojrzalszy i bogatszy. Może to idzie w parze z przemianą Katy. Z nieśmiałej dziewczyny w silną kobietę. Taką, która już się nie boi i myśli trzeźwo. Z kolei Daemon odrobinę zmiękł. Wychylił się ze skorupki. W Opalu pokazał swoją bardzo nietypową, wrażliwą stronę. Te dwie postacie doskonale pokazują, jak można się przemienić pod wpływem drugiej osoby i nowych doświadczeń.

Tak jak wszystko się zmienia, seria Lux najwidoczniej też. Podkręcenie adrenaliny i niecierpliwości kosztem dodania bardziej rozbudowanych opisów wątku miłosnego, który czasem przedstawia bohaterkę w roli głupiutkiej laleczki. Rozszyfrowywania nowych spraw ciąg dalszy, ale w końcu dzieje się to, na co czytelnicy czekali przez poprzednie dwie części. Nie mogę zdradzić co dokładnie, jednakże czuję, że zaspokoiłam swoją ciekawość. 


Autor: Jennifer L. Armentrout
Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka
Tytuł: Opal
Tytuł oryginału: Opal
Seria: Lux
Data wydania: 18 lutego 2015
Wydawnictwo: Filia
Kategoria: science-fiction, fantasy
Liczba stron: 494
Ocena: 6/10

fot.: www.goodreads.com
Zobacz więcej >

John Flanagan - Turniej w Gorlanie

John Flanagan - Turniej w Gorlanie

Cofamy się w czasie do początku. Poznajemy to, co wcześniej było zamglone. Tak jak wizja młodego Halta. Halta ucznia, Halta... No właśnie, jakiego Halta? Przy szukaniu odpowiedzi na to pytanie, nie jedno zaskakuje. John Flanagan przedstawił jednego z najbardziej charakterystycznych bohaterów z innej strony. Płynny styl pisania pozostał. Można by rzec, iż autor nie wypadł z wprawy. Czy aby na pewno? 


Tym razem nie mamy odczynień z dalszymi przygodami Willa, lecz jego nauczyciela Halta oraz pozostałych postaci, z którymi ma potem styczność wspomniany młody zwiadowca. Turniej w Gorlanie  jest rozwinięciem opowiadania Hibernijczyk z jedenastego domu serii Zwiadowcy - jak zostajemy poinformowani na początku. Halt staje u boku Crowleya, aby wspólnie zaprzestać złych poczynań Morgarata. Okrutny władca pragnie rządzić całym Araluenem i ma bardzo podstępne plany. 

Morgarath był jedną z  postaci, za którymi tęskniłam. Dlatego też cieszę się, że autor do niego wrócił. Dlaczego wywarł na mnie takie wrażenie? Flanagan doskonale wykreował jego postać. Posępny i przebiegły facet, który wie, czego chce. W tej książce można było jeszcze bardziej wejść w jego umysł, usłyszeć myśli tego pewnego siebie człowieka i czuć jego strach, gdy przegrywał. Na szczęście miał to do siebie, że się nie poddawał (no bo co się będzie przejmował i tak jest mądrzejszy). Tej determinacji można by się od niego uczyć. Podobne cechy zresztą ma Halt, ale on należy do tego dobrego obozu i to jest zasadnicza różnica. Działa w słusznych sprawach. Nie szuka podziwu. Wręcz przeciwnie, jest skromny. Czytając o jego wczesnych latach, przekonujemy się, że zawsze taki był. Tymże razem dostaliśmy go w jeszcze nieoszlifowanej wersji. Potrafił być nieśmiały, a nawet płakał. Halt! Takie sceny z jego udziałem zawsze mnie poruszały.

Cecha, która również mu została, to na pewno cięty język. Dialogi, szczególnie te z Crowleyem, grożą niepohamowanym wybuchem śmiechu. W tej kwestii Flanagan się wykazał. To mi się w tym podoba. Że jego język jest swobodny. Nawet jak wplecie jakieś trudne słowa czy całe zdania, to nie jest się zbitym z pantałyku. Co prawda miałam czasami wrażenie, że niektóre zwroty akcji były nienaturalne. Musiały się wydarzyć tylko po to, żeby historia jakoś potoczyła się dalej. Gdzieś ginął pomysł, lecz potem szło to w zapomnienie, bo szykowała się dalsza podróż. 

Punkty kulminacyjne w książkach australijskiego pisarza, są zdecydowanie moimi ulubionymi. Wielka walka opisana w każdym szczególe. Trzeba naprawdę być znudzonym, żeby się w to nie wczuć. Jest tylko jeden minus. Nie da się w to nie wejść. Przed oczami pojawia się film i wraz z narratorem, operujemy kamerą, wychwytujemy najcenniejsze sytuacje. Czytać opis pojedynku między dwoma wielkim rycerzami, to jak czuć ich determinację, ból oraz obawy.

Kiedyś zaczęłam czytać, bo ktoś polecił mi Zwiadowców. Teraz to ja każe innym sięgnąć  po tę serię. Spokojnie mogłabym podsunąć Turniej w Gorlanie, ale co to za zabawa jak najpierw nie pozna się Halta z tej zamkniętej strony i nie przeżyje przygód z Willem. Na początek wielka akcja, a potem zagłębianie się w niuanse. Wtedy to naprawdę porywa. Autor dobrze zrobił, że zabrał czytelników w przeszłość. Pokazał, że mamy kontrolę na własnym życiem i to my je kreujemy. Możemy być ironiczni jak Halt lub weseli jak Crowley. Grunt, żebyśmy byli szczęśliwi. 


Autor: John Flanagan
Tłumaczenie: Zuzanna Byczek
Tytuł: Turniej w Gorlanie
Tytuł oryginału: The Tournament at Gorlan
Seria: Zwiadowcy - Wczesne Lata
Data wydania: 4 listopada 2015
Wydawnictwo: Jaguar
Kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
Liczba stron: 360
Ocena: 7/10

Zobacz więcej >

Jennifer L. Armentrout - Onyks

Rzadko się zdarza, że wciągają mnie tego typu książki (ostatnio coś częściej). Jakaś dziewczyna, zwykła uczennica plus niezwykły chłopak, najlepiej z w ogóle innego gatunku o nieprzeciętnych umiejętnościach i wyglądzie wręcz idealnym. Jednakże rzadko nie znaczy wcale. Seria Lux jest tego najlepszym przykładem. Co zrobiła autorka, że drugi tom tak bardzo mnie zaintrygował? 


W życiu Katy pojawia się nowa postać. Ma w sobie coś niepokojącego, ale wyraźnie czegoś od niej chce. Czy ma dobre intencje, czy złe... nie interesuje to zazdrosnego Daemona, który widzi w tym człowieku coś nikczemnego. Dalsze wypadki wskazują na to, że Kat bardzo się pomyliła, ale jednocześnie kogoś zobaczyła i w pewnym sensie kogoś sprowadziła do domu. Cierpiała, kłamała i biła się z myślami - o sobie, o miłości i o tym, jak wszystko się spieprzyło. 

Onyks przynosi ze sobą niemałe zaskoczenia. Jest to dobra cecha, ponieważ nie ma ani chwili na nudę, odpoczynek i zastopowanie. Trzeba działać, szukać wyjścia i odpowiedzi. Bohaterzy bardzo mądrze sobie z tym radzą, co jest zasługą pisarki, bo nie pozostawia ona wątku bez odpowiedniego dokończenia, co się zdarzało w przypadku niektórych książek. Kolejne strony przekazują zupełnie naturalne odruchy i pytania. Brak sztuczności jest u mnie wysoko ceniony.

Tak samo, jak wątek miłosny, który nie jest przesadzony i słodycz nie wylewa się wiadrami. Wydaje się subtelny, a jednocześnie mocny i wyraźny. To zasługa sposobu wykreowaniu charakteru bohaterów. Katy jest z tych, uważających się za przeciętne, lecz ewoluuje w środku. Z kolei Daeomon jest silnym, dominującym gościem, wiedzącym czego chce i jak chce. Nie ma masy pocałunków oraz ciągłych motylów brzuchu, gdyż nie ma stałego gruntu i pewnego następnego dnia. Te chwile, w których są razem, są naprawdę celebrowane. Taka miłość dwóch stworzeń z innych planet kojarzy mi się z piosenką E.T. Katy Perry (zbieżność imion i nazwisk przypadkowa) - Your touch magnetizing, Feels like I am floating, Leaves my body glowing...


A Kat... Uwielbiam tę bohaterkę. Może dlatego, że w wielu sytuacjach przypomina mnie. Często postąpiłabym jak ona. Onyks jest czasem jej wielkiej przemiany. Wyciągając wnioski z jej metamorfozy, sama dostrzegam, że robię to samo. Ta dziewczyna stawia czoła naprawdę poważnym problemom i wykazuje się odwagą. Czasami jest lekkomyślna, ale mylić się jest rzeczą ludzką. Zwłaszcza jeśli chodzi o ważne dla niej osoby. Nawet te z kosmosu. 

Tak bardzo mnie to śmieszy. Wystrzegam się tego gatunku książek jak ognia. Tylko że ja... lubię ogień (nie jestem piromanem!) i prędzej czy później podejdę do niego, ogrzeje się ciepłem od niego płynącym, które będzie się zmieniało - raz przyjemnie rozgrzeje, a raz odrobinę za mocno przypiecze. W każdym razie zawsze będzie moim przyjacielem, jeśli tylko odpowiednio się do niego przybliżę. Tak jest z serią Lux. Wszystko kręci się wokół wartkiej akcji, która dla czytelnika jest tylko pozytywnym aspektem. Przechodząc do kolejnych części, coraz bardziej się plącze. Już Onyks pokazuje, iż nie mamy odczynień tylko ze słodką miłością, ale też pogonią za najważniejszymi w życiu wartościami. 


Autor: Jennifer L. Armentrout
Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka
Tytuł: Onyks
Tytuł oryginału: Onyx
Seria: Lux
Data wydania: 17 września 2014
Wydawnictwo: Filia
Kategoria: science-fiction, fantasy
Liczba stron: 522
Ocena: 8/10

Zobacz więcej >

Na co czekam? Listopadowe premiery by Melomol


Czas szybko leci, prawda? Listopad już się rozpoczął i znowu przynosi nowe premiery. Na niektóre czekałam długo. Pozostałe wpadły mi w oko i nie zamierzają przestać za mną chodzić. Trzeba się nimi zająć mimo obowiązków, które ciągle się nawarstwiają i zabierają te chwile przyjemności z książką czy filmem. Na co możemy liczyć w tym miesiącu? 


Odrobinę się ociepliło. Szkoda, że na tak krótko. Już niedługo zima, w sklepach widać ozdoby świąteczne. Aż trudno uwierzyć, iż zbliża się rok 2016, a w nim już oficjalnie zapowiedziany koncert Iron Maiden. Szczerze mówiąc nie liczyłam na nich tak szybko! W każdym razie jestem szczęśliwa i kto wie... może z kimś z Was zobaczę się we Wrocławiu. 

Po przedłużonym wstępie czas na "zwierzynę", którą zamierzam upolować. Zapraszam.


KSIĄŻKA

Po pierwsze doczekałam się Zwiadowców! Nawet przyszedł mi do głowy taki szalony pomysł, by znowu przeczytać całą serię, ale tak trochę mi dnia brakuje... Będę chyba miała pracowite ferie. Dla pani Olgi Tokarczuk też wypadałaby znaleźć kilka minut zwłaszcza, że już po raz drugi została nagrodzona Nike, a ja znam ją tylko z nazwiska. 

Za to jestem dość dobrze obeznana w twórczości youtuberów czy blogerów, a w listopadzie chyba się zmówili i zarzucili nas swoimi wydawnictwami. W poprzednim miesiącu nie wspomniałam o Radosławie Kotarskim, ale teraz nadrabiam z Red Listick Monster i jej poradnikiem makijażowym, który na pewno będzie (już jest) ogromnym sukcesem. Ku mojej uciesze, autorka na snapchacie zabrała swoich widzów do drukarni i pokazała jak powstaje owoc jej ciężkiej pracy (to dobra wiadomość dla mnie, bo jutro mam sprawdzian z technik drukowania). Z kolei z kanału Co Za Szycie narodził się pomysł na książkę o szyciu dla prawdziwych amatorów. To dziwne, bo szukałam czegoś takiego i... spadło mi z nieba (wraz ze świetną okładką Meri Wild, której bloga polecam). Kupuję maszynę! Wtedy może dzięki Kasi Tusk i Elementarzowi Stylu wykreuje coś, co będzie wyrażało mnie i tylko mnie.


MUZYKA

Muzycznie nie dzieje się nic, co by mnie zainteresowało. Przejrzałam strony internetowe zespołów, które słucham. Popatrzyłam na empikowe zapowiedzi i stwierdziłam, że tym razem cisza. Jedynie Dawid Podsiadło ma coś do pokazania. Bardziej cofnęłam się w tył i przesłuchałam kilka starszych wydawnictw. Naprawdę interesujących, ale to już temat na oddzielny wpis.


FILM

Filmowo mamy coś od Angeliny Jolie, czyli opowieść o kryzie w związku małżeńskim. Główne role należą do wcześniej wspomnianej aktorki i jej męża, którego na pewno znacie. Drugi film, jak sama nazwa wskazuje, odnosi się do dramatu Szekspira. Szczerze Wam powiem, że gdy go czytałam, bardzo mi się podobał, a coś na jego podstawie, może być naprawdę ciekawe i doda więcej dreszczyku.


Tyle premier uzbierałam i zastanawiam się nad wprowadzeniem kolejnego dzieła, w którym informowałabym o interesujących wydarzeniach (np.: koncerty, tragi), ponieważ jest tego naprawdę dużo. Owszem, nie poszłabym na wszystkie, ale czuje się lepiej ze świadomością, że o nich wiem. Też tak macie? Bylibyście zainteresowani dodatkowymi kilkoma zdaniami?

Pozdrawiam Was serdecznie :)  
Zobacz więcej >
Melomol © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka