Within Temptation - Hydra

Próbować nowych rzeczy i ciągle się rozwijać jest czymś naturalnym i tylko głupcy nie chcą iść do przodu i stać się odkrywcami dla samych siebie. Nie ma nic piękniejszego niż cieszyć się z własnego sukcesu i kolejnego trofeum. Bo ostatni album Within Tempation, nie przypomina tego pierwszego. Jest inny i pokazuje, że band nie stoi w miejscu i po prosu wie... co jest grane i jak to ugryźć, żeby wszystkim pasowało, przy tym świetnie się bawiąc. 


Zastawiam się czy po ostatnim wyczynie, którym jest Hydra, Within Temptation muszę szczegółowo przedstawiać (jeśli muszę, to zapraszam dalej, a dowiecie się skąd wątpliwości), ale coś tam napisać wypada, bo WT jest zespołem fenomenalnym. Założona w 1996 roku z inicjatywy gitarzysty Robrta Westerholta, holenderka grupa gra metal symfoniczny, chociaż ostatnimi czasy ich kompozycje wpadają w trochę lżejsze, rockowe klimaty. Ich mocną stroną zdecydowanie jest wokalistka samouk o anielskim, a zarazem pewnym głosie, czyli Sharon den Adel, której styl śpiewania też ewoluował, więc Within Temptation, to nie flaki z olejem. Nie grają tego samego, ale też nie odchodzą od korzeni. Ich pierwsze albumy, których korowód rozpoczyna Enter z 1997 roku i te ostatnie mówią jedno - oni kochają muzykę. 

Potwierdzeniem ich chęci odkrywania jest Hydra. Album, który mnie zaskoczył, ponieważ jest różnorodny i spójny jednocześnie. Znajdziemy na nim Within Temptation w dynamicznych, rockowych kompozycjach, przez które przewijają się nowoczesne rozwiązania. Mam tutaj na myśli rapowanie, z And We Run, za które odpowiedzialny jest Xzibit. Można by powiedzieć, że to w ogólnie ma sensu. Połączenie skazane na niewypał, ale jednak się udało i wyszło fenomenalnie. Bajkowe granie orkiestry, raper oraz gitarowe tło. Ktoś mówił, że zasad trzeba przestrzegać? Jest to piosenka, którą spokojnie można puścić w radiu jak Whole World Is Watching, z którym wiąże się kolejna współpraca. W jednej wersji utworu obok Sharon staje Dave Pirner (amerykański piosenkarz, tekściarz i producent), ale w drugiej, polskiej, jest to Piotr Rogucki (wokalista Comy). Dlatego też myślałam, że z twórczością holendrów już zdążyliście się spotkać za sprawą naszego rodaka, w tym pokrzepiającym i dosyć lekkim tracku. 


Do nagrań zaproszono nie tylko wymienionych wyżej panów, ponieważ płyta obfituje w zaskakujące spotkania. W szybki i energicznym Dangerous mamy Howarda Jonesa (amerykański wokalista), gdzie głosy naprawdę wznoszą się, pulsują, są wyraźne i mocne, by nie przyćmiły ich wyraźne gitary oraz rozpoznawalna perkusja. Natomiast z utalentowanych dam spotykamy Tajrę Turunen (fińska wokalistka, ex Nightwish) w Paradise (What About Us?). Trochę jej mało, ale w Within Temptation króluje w końcu Sharon. Jest to kolejna krzepka kompozycja. Nie zalatuje tandetą, nie wyczuwam wypalenia, chociaż to już szósty krążek grupy i może, żeby to uczcić, zdecydowano się na odrobinę growlu w Sliver Moonglight, z którego band zrezygnował w początkach swojej działalności.  Jestem pod wrażeniem tego ruchu, bo któżby się spodziewał? 

Może zdecydowali się na piosenki bez growlu, by dać wokalowi Adel pokazać się w całej okazałości, który również świetnie wpasowuje się w ballady? Na Hydrze nie mogło ich zabraknąć i aby pograć słuchaczom na uczuciach, powstał Edge Of The World, gdzie wyciszenie przekazane na najwyższym poziomie macie jak w banku. Minimalizm instrumentalny na początku i kumulacja emocjonalna na końcu. W podobnym klimacie jest Dog Days zawierający dźwięki fortepianu, które nie mogły pójść do lamusa. Lubię przewijać końcówkę, w której Sharon wydziera się (żeby tylko tak na swoje dzieci nie krzyczała) śpiewając. 

Słucham i słucham tego albumu, ale jeszcze mi się nie znudził przez te swoje niespodzianki i ciągle odkrywam go na nowo, jak Within Temptation muzykę. Cieszę się, że pokazali, iż takie zabiegi nie muszą kończyć się fiaskiem, a wszystkie bariery można przeskoczyć natomiast zasady zgrabnie ominąć. Trzeba tylko zrobić to z klasą i wiedzieć czego się chce. A oni wiedzą - chcą iść dalej, a nie stać w miejscu. Pokazują, że są otwarci, co udowodnili tym krążkiem, coverami popularnych piosenek i współpracą Sharon z Arminem van Buurenem (In A Out Of Love). Po prostu nie warto tkwić w tym samym punkcie i nie dać się zeżreć producentom! 


Autor: Within Temptation
Gatunek: metal symfoniczny, gothic metal, rock symfoniczny
Data wydania: 31 stycznia 2014
Czas trwania: 49 min. 16 s
Lista utworów: Let Us Burn, Dangerous, And We Run, Pradise (What About Us), Edge Of The World, Silver Moonlight, Cover By Roses, Dog Days, Tel Me Why, Whole World Is Watching
Ocena: 9.5/10





image: Darkcloud013
Zobacz więcej >

Na co czekam? Wrześniowe premiery by Melomol

Nigdy nie czekałam na żaden wrzesień, jak na ten 2015 roku. Jestem podekscytowana, szczęśliwa i nie mogę usiedzieć! Nie dość, że szykują się smakowite premiery i długo wypatrywane newsy, to jeszcze chętnie zobaczyłabym nowy plan lekcji, zmierzyła się z wyzwaniami, które na mnie czekają i oczywiście nauczyłabym się czegoś użytecznego, posiedziała z klasą... Ogólnie mam banana na twarzy, pisząc ten post. Tak naprawdę od tego września otwieram nowy rozdział w moim życiu i bynajmniej nie jest to nowa szkoła, bo to już przezywałam rok temu. 


Zapowiada się pracowicie, a zarazem miło, bo zobaczcie tylko, co przynosi wrzesień!  



Książka


fot.: empik.com
10.09.2015
James E LGrey. Pięćdziesiąt twarzy Greya oczami Christiana. Przyznam szczerze, że powieść tej autorki mnie nie zaciekawiła i znużona porzuciłam ją gdzieś na drugim tomie, ale postanowiłam dokończyć, skoro zaczęłam, ponieważ sytuacja widziana oczami Grey'a mnie to tego motywuje. Nadal się łudzę, że będzie o wiele ciekawsza.
Christian Grey sprawuje kontrolę nad wszystkim; żyje w świecie poukładanym, a sobie i innym narzuca dużą dyscyplinę. Jego życie jest pozbawione emocji do dnia, gdy do jego biura wpada Anastasia Steele, kobieta o niesfornych brązowych włosach i zgrabnych nogach. Próbuje o niej zapomnieć, ale to tylko pogłębia jego uczucia, których nie potrafi zrozumieć i którym nie zdoła się oprzeć. W przeciwieństwie do kobiet, które poznał w przeszłości, Ana jest nieśmiała, zjawiskowa i zdaje się, że przejrzała, iż za cudownym dzieckiem biznesu i stylem życia właściciela luksusowego apartamentu, kryje się chłodne i zranione serce Christiana.



Muzyka


fot.: empik.com
4.09.2015
Iron Maiden - The Book Of Souls. Po pięciu latach fani pionierów heavy metalu doczekali się ich kolejnego studyjnego albumu. I to niezwykłego, bo po raz pierwszy będzie to podwójny album z 11 utworami trwający 92 minuty! Zobaczycie, że na tym albumie wiele się dzieje. Jest w czymś się zanurzyć. Będą kawałki, które ujmą ludzi od początku, lecz sądzę, że potrzebował też będzie kilku przesłuchań - powiedział basista, Steve Harris. Na pewno będzie to płyta wyjątkowa, ponieważ najdłuższy utwór na niej zawarty będzie trwał 18 minut i pobije rekord, którym był The Rime Of The Acient Mariner z 1984 roku (ponad 13 minut). Dodatkowo zespół poświęcił jedną piosenkę, Tears of a Clown, zmarłemu aktorowi Robbiemu Williamsowi . The Book Of Souls promuje singiel Speed Of Light, o premierze którego wspomniałam w poście prezentującym 10 najlepszych teledysków Iron Maiden. Poza tym tytuł z book w nazwie mnie kupił. A Was? 




fot.: empik.com
4.09.2015
Leaves’ Eyes - King Of Kings. Kolejny podwójny album w dzisiejszym poście (z premierą tego samego dnia, przypadek?), lecz tym razem grupy z Norwegii (powoli świat gothic metalu i metalu symfonicznego zwłaszcza z wokalistką mnie pochłania), której słucham od bardzo niedawna i tym bardziej jestem ciekawa tego wydawnictwa. Pierwsze CD ma zamierać 13 utworów, a drugie akustyczne i instrumentalne kompozycje. Zespół do współpracy zaprosił wiele intrygujących osobistości: Simone Simons (wokalistka Epiki),  Lindy Fay Hella (wokalistka zespołu Wardruna) oraz Oliver Palotei (klawiszowiec Kamelotu). Na King Of Kings usłyszeć będzie można London Voices, czyli chór, który pracował przy muzyce do filmów o Hobbicie i Władcy Pierścieni. Poniżej mała namiastka tego, co ma nastąpić.




18.09.2015
Meg Myers - Sorry. Po dwóch EP-kach czas na pełnowymiarowy album. Zdecydowanie. Meg Myers jest amerykańską wokalistką i tekściarzem przy czym od czasu do czasu chwyta za gitarę tudzież bas. Jej muzyka określana jest jako rock alternatywny, ale można spotkać w niej trochę elektroniki. W swojej twórczości przypomina mi Tori Amos, ponieważ nie sprzedaje ludziom sztuczności, tylko pokazuje emocje. Zresztą sama inspiruje się muzyką z lat 90. Producentem debiutanckiej płyty, która zawierać ma piosenki i stare, i nowe, jest Doctor Rosen Rosen. Miejmy nadzieję, że premiera się uda, bo wokalistka dość długo zbierała się do tego kroku, a mi przeogromnie spodobała się jej prawdziwość.





fot.: empik.com
18.09.2015
Lana Del Rey - Honeymoon. Trzeci studyjny album amerykańskiej wokalistki, znanej za takie utwory jak Born To Die czy Summertime Sadness, zapowiada się zdecydowanie łagodniej, bez zbyt dużej ilości elektrycznych gitar i w powiedziałabym sielankowym klimacie, ale o tym w 100% przekonam się po premierze. Tytułową kompozycję (którą ujawniono) po kilku przesłuchaniach (niektóre utwory potrzebują czasu, moi drodzy) zdecydowanie oceniam bardzo wysoko. I nie ukrywam, że czekałam na jakąś informację o albumie bardzo długo, a pojawiła się ona dopiero kilka dni temu, zaraz po premierze teledysku do High By The Beach. Poza tym nadal niewiele wiadomo, ale raczej wyżyn wokalnych o Del Rey nie dostaniemy, ale mi tam wystarczy jej fenomenalna brawa głosu i ta muzyka zalatująca latami 60.





Film

18.09.2015
Paolo Sorrentino - MłodośćFred i Mick, przyjaciele którzy niebawem przekroczą próg osiemdziesięciu lat, wyjeżdżają do hotelu pod Alpami, gdzie wspominają swoją przeszłość. Ich odpoczynek zostaje nagle przerwany nadejściem wiadomości od królowej Elżbiety. Lubię dramaty i lubię filmy, w których tematem przewodnim NIE są oh, jesteś piękna, kocham cię. Jestem ciekawa co mi ta produkcja przekaże.





Zainteresowało Was coś z mojej listy? Na co Wy czekacie we wrześniu? Cieszycie się z powrotu do szkoły? 



Źródła cytatów: terazrock.pl, filmweb.pl.

STRONA NA FACEBOOKU > MELOMOL
Zobacz więcej >

S.C. Ransom - Błękitna Miłość


Czasami przypadek potrafi zadecydować o całym życiu. Kiedy wychodzi to na dobre, nie pozostaje nic, jak tylko się cieszyć i starać uwierzyć we własne szczęście. Gorzej gdy los zaprowadzi do ślepej uliczki, łez i cierpienia. Nigdy nie można być pewnym, na co wypadnie, ale istnieje szansa, że będziemy rzucani od jednego do drugiego aż zatrzymamy się gdzieś w chwiejnym środku. Jak wyglądałoby takie zrządzenie losu, jeśli chodzi o miłość? 


Alexa znajduje nad brzegiem rzeki bransoletkę. Niezwykłą bransoletkę, bo dzięki niej kogoś widzi. Nieziemsko przystojnego chłopaka, w którym się zakochuje i jest niesamowicie szczęśliwa, gdy odkrywa, że może z nim rozmawiać. Wykorzystuje do tego każdą nadarzająca się okazję, ale sprawa komplikuje się, gdy odkrywa jego kolejne sekrety. Ten najważniejszy polega na tym, że nie mogą się spotkać, dotknąć... Callum znajduje się w innym wymiarze. Gdzieś między życiem a śmiercią, ale czuje to samo do Alexy, co ona do niego. Zafascynowanie dziewczyny zostaje zachwiane przez siostrę Calluma, która zdradza niecne zamiary swojego brata, mając dla tego ważny powód.

Powiem szczerze, że fabuła Błękitnej Miłości nie powala. Jest strasznie monotonna, przewidywalna i przemyca niewiele nowego. Jest sobie dziewczyna, która spotyka chłopaka. Zakochują się w sobie, jest sielankowo aż tu nagle na drodze staje problem nie do przebycia. Tak naprawdę losy Alexy i Calluma przestały mnie interesować na samym początku i przysięgam, że gdyby nie czarny charakter, to bym umarła z nudów. Trochę się zamieszało i pojawiła się całkiem ostra akcja. Driftowanie po ulicy bez prawa jazdy. Szaleństwo! Za to w słusznej sprawie i na chwilę można było załapać się na odrobinę adrenaliny. Jednak to byłoby na tyle z ciekawszych sytuacji oprócz tej, w której bohaterka o mało co nie umarła.

Zresztą co można powiedzieć o głównej postaci. Jest słaba. Ot, zwykła nastolatka, która myśli tylko o randkach i przystojniakach, a na dodatek pochodzi z bogatej rodziny, ma kochających rodziców i zadziornego starszego brata, który jak trzeba, stanie w obronie siostrzyczki. No błagam! Serio? Najgorsza bohaterka, z jaką się spotkałam. Ta jej płytkość doprowadzała mnie do mdłości. Od jakiegoś czasu polowała na największe ciacho w szkole. Jak już się udało, powoli przestała się nim interesować i zajęła się swoim nowym, prawie nierealnym Callumem. Ich miłość z kolei była tak słodka, że nasza droga Alexa zachowywała się jak dwunastolatka. Wydawała mi się bardzo dziecinna, a niby moja rówieśniczka.

Oczywiście swego rodzaju głupoty dodawały książce dialogi, bo nie wiem czy ja coś źle czytałam, czy kilka razy pojawiało się podobne pytanie, na które padały sprzeczne odpowiedzi. To może bardzo skołować czytelnika i wcale nie jest przyjemne. Jeszcze ciekawsze były te pytania bez odpowiedzi, które zostawały przerywane narracją. To było takie... bez sensu. Poza tym czytało się bardzo szybko, bo raczej nie było się nad czym zastanawiać.

Wystawiając ostateczny werdykt książce S.C. Ransom, stwierdzam, że nie ma w niej nic wyjątkowego. Nie zawiera zbyt wielu okazji, żeby głębiej wejść w akcję i to lektura na zabicie czasu, chwilę bezmyślności, bo raczej się nigdzie z nią nie polecicie. Zwłaszcza, że bohaterka ma tendencje do irytowania czytelnika swoim szczęściem i doskonałością, przy okazji odsłaniając banalność. Jedyną postacią, która wprowadza coś do tej historii, jest Catherine, która i tak pojawia się na chwilę.


Autor: S.C. Ransom
Tłumaczenie: Agata Kowalczyk
Tytuł: Błękitna Miłość
Tytuł oryginału: Small Blue Thing
Seria: Błękitna Miłość
Data wydania: 19 kwietnia 2011
Kategoria: science-fiction, fantasy
Liczba stron: 344
Ocena: 2/10



fot.: a natural thing (CC, kadrowane)
Zobacz więcej >

Julianna Baggott - Nowa Ziemia

Świat tworzą dwie grupy ludzi. Pierwsza z nich to ci, którzy pragną rządzić, tworzyć miejsce dla siebie oraz pod swoje wyobrażenia i starają się do tego dążyć. Drudzy chcą tylko żyć w spokoju, lecz są również zagrożeni przez tych pierwszych, którzy mogą zniszczyć ich równowagę. Co się może stać, gdy niebezpieczeństwo z ich strony stanie się realne? Gdy przez głupotę i chciwość względnie dobry plan zacznie się sypać, a cierpienie będzie wszechobecne u każdego? Zapraszam Was do zapoznania się z wizją takiej Ziemi, wykreowanego przez Juliannę Baggott. 


Nastąpił Wybuch. Zupełnie nagle i bez uprzedzenia. Gorące światło zalało świat, zaczęło topić i stapiać, zbudziło panikę i spowodowało masową śmierć oraz zniszczenia. Wszystko zgodnie z planem twórców Kopuły, która ochroniła tylko wybranych, by potem stworzyć nowy Eden. Ci poza bezpiecznym schronem zmarli wskutek oparzeń, lecz nieliczni z tego wyszli i już na zawsze zostali złączeni z zabawkami, różnymi przedmiotami, szkłem, piaskiem, roślinami, zwierzętami, z matkami, braćmi, przyjaciółmi... To wszystko przylegało do ich ciał i stało się z nimi jednością. Jedna z dziewczynek, Pressia, zamiast dłoni ma lalkę. Jest zmęczona tym zadymionym i zakurzonym światem, w którym pełno niebezpieczeństw, przemocy i nieufności. Nie to co w Kopule, zajmującej się tworzeniem lepszych ludzi, przyglądając się swoim nieszczęsnym braciom z oddali, dodatkowo zakłamując rzeczywistość. Czy to ma szansę zadziałać?

Nowa Ziemia zachwyca swoją niezwykłością, ponieważ pomysł z wielkim Wybuchem, zniszczonym światem i złączoną materią, wydał mi się nadzwyczajny. Kiedy poznaje się kolejne zmutowane postacie jak kilkuosobowe Grupony, Pyły, matki z wtopionymi dziećmi czy chłopca z ptakami w plecach, z jednej strony się krzywi z obrzydzenia, a z drugiej zachwyca i wywołuje pracę wyobraźni na najwyższych obrotach, żeby to sobie jak najlepiej przedstawić. Niestety czytelnika ogarnia też smutek, gdy ma przed oczami trudności takiego życia. Pressie Belze wstydzi się lalki, która na nią patrzy. Zakrywa ją, a w akcie desperacji próbuje ją odciąć. Dopiero Bradwell uświadamia jej, że te zmiany są ich dumą, bo świadczą o tym, że przetrwali. Tak samo my nie powinniśmy zakrywać naszych niedoskonałości, bo są częścią nas i stanowią kawałek tożsamości, odrębności oraz dumy.

Jak za to wyglądają ludzie z Kopuły? Skoro nie byli narażeni na niszczącą siłę Wybuchu, pozostali Czyści. Czy szczęśliwi? Patrtrige Willux, jak i jego koledzy, poddawani są kodowaniu, które ma ulepszyć ich mięśnie, umysł i co tam jeszcze można poprawić, aby społeczeństwo było doskonałe. Z tym że chłopiec okazuje się odporny na te zabiegi. Jego ojciec, odpowiadający za Wybuch, jest pewny, że stoi za tym matka Partridge'a. Podczas rozmowy z synem, młody Willux wychwytuje, że jego rodzicielka żyje, ale na zewnątrz i postanawia ją odszukać. Tęskni za nią, a okrutne zabiegi i kłamstwa jego ojca go przerażają. Czuje się źle i niespokojnie, a działanie, które podejmuje, daje mu nadzieję. Nie zdaje sobie sprawy z kolejnego spisku i tego, co czyha na niego w ruinach.

Wśród ludzi, którzy zostali na próżno szukać litości, pomocy czy ufności, więc Partridge miał szczęście, że spotkał Pressię, która dzięki miłości dziadka zachowała najzwyklejszą ludzką wrażliwość. Beznadziejność sytuacji, samotność. rezygnacja i brak uczuć, zniszczyły w pozostałych większość ich samych. Nie tylko taka tragedia może wywołać takie skutki. To tylko nawiązanie do dzisiejszego świata. Sami widzimy, jak niektórzy ludzie zmieniają się pod wpływem tych wszystkich złych rzeczy dookoła. Czy da się to naprawić?

Jednak czasami egzystuje szansa i jest to właśnie ta miłość, która ma ogromną moc. Ona zawsze istnieje, gdy znajdzie się chociażby mały impuls, aby ją obudzić. Jak ten, który popchnął do siebie Pressie i Bradwella czy Partridge'a do Łydy i w końcu brata oraz siostrę, którzy zobaczyli się pierwszy raz. Jeśli to się znajdzie, potem jest lepiej. Pod warunkiem, że nie jest to miłość fałszywa, która popchnęła żonę Ingershipa do zabójstwa. Trzeba potrafić ją rozpoznać i naprawić lub się od niej odciąć.

Cała ta historia jest metaforą dzisiejszego świata. Wszystkie spiski, knucia, zachowania i ich następstwa. Z tym że Nowa Ziemia przedstawia to w bardziej dobitny sposób i oczywiście w wymyślonym środowisku. Pomysłowym i zaskakującym. Bohaterowie są niezwykle dzielni w tym trudnym czasie, ale nie gubią swoich wspomnień, które trzymają ich na powierzchni i są czymś bardzo cennym. Ziemia niszczeje... przez człowieka. Musimy ją uratować!


Autor: Julianna Baggott
Tłumaczenie: Janusz Maćczak
Tytuł: Nowa Ziemia
Tytuł oryginału: Pure
Seria: Świat po Wybuchu
Data wydania: 9 maja 2012
Kategoria: science-fiction, fantasy
Liczba stron: 472
Ocena: 8/10



Książka bierze udział w wyzwaniu Czytamy od A do Z.
Zobacz więcej >

Social Media Book Tag


Szaleje z tymi tagami, wiem. Książki się czytają, więc niedługo coś na ich temat nasmaruję. Z kolei we wrześniu będę miała pełne ręce roboty jeśli chodzi o muzykę, bo szykuje się sporo ciekawych premier. W każdym razie teraz dziękuję autorce bloga Królestwo Książek za nominację do kolejnego tagu, tym razem związanego z social mediami.

Twitter: twoja ulubiona krótka książka.
Ja raczej nie czytam krótkich książek (a ile stron ma taka książka?). Po zrobieniu szybkiego przeglądu biblioteczki stwierdzam brak takiej pozycji.

Facebook: książka, którą każdy czytał i czułeś presję by też ją przeczytać.
Władca Pierścieni, ale też sama chciałam poczytać Tolkiena, bo Hobbit mi się spodobał, a był on lekturą szkolną. Dlatego co do tej presji, to została po pewnym czasie zepchnięta przez zwykłą ciekawość do przygód Froda.

Tumblr: książka, którą przeczytałeś, zanim było to popularne.
Mały Książę. Ostatnio wszędzie to widzę. Może tylko ja mam takie wrażenie, ale nagle głośniej zaczęto mówić o zaletach tej książki.

My space: książka, która nie pamiętasz, czy ci się spodobała czy nie.
A można tak? Zawsze mam mniej więcej pojęcie czy książka mi się podobała czy też byłam na nią zła, za jej beznadziejność. Brak.

Instagram: książka, która była tak ładna, że musiałaś zrobić jej zdjęcie.
Coraz mniej podoba mi się ten tag xD W sumie nie robię zdjęć książką, chyba że chce je pokazać na blogu lub nie ma w Internecie zdjęcia z wystarczającą rozdzielczością. Podam ładną okładkę, ale nie robiłam jej zdjęć. Zwiadowcy. Bitwa O Skandię. Piękne te kolory. Bardzo klimatycznie, tajemniczo przez ten półmrok. (No i na złość nie mam jej sfotografowanej, żeby Wam pokazać, a bezmierny Internet nie ma odpowiedniego obrazka jak na moje wymagania.)

YouTube: książka, której ekranizację chciałbyś zobaczyć.
Zwiadowców chciałabym zobaczyć. I Gone. Teraz również czytam taką książkę, której ekranizacja mogłaby być interesująca. Cóż, na razie żadnych wieści w sprawie nagrania tych dzieł. Będę musiała sama zostać scenarzystą, reżyserem i kamerzystą...

Gooreads: książka, którą polecasz wszystkim.
Będę uparta i polecę Ostatniego Elfa Silvany De Marii. Tak, wiem że ciągle o tym piszę, ale to naprawdę wspaniała książka. Dla każdego.  Jak nie wierzycie, to zachęcam do przeczytania recenzji.

Ja z kolei ja chciałabym nominować Czarnego Kruka z bloga Krucze Gniazdo, który jak widać ma świetną nazwę. Cóż, moja mi się znudziła i nie wiem, naprawdę nie mam pojęcia, dlaczego jej nie zmieniłam na początku. Tak bardzo chciałam powołać tego bloga do życia, że każda nazwa była dobra. A ta obecna do tego wolna, bo obudziłam swoją kreatywność. Z drugiej strony ciekawie mi to wyszło. Oryginalnie. Czasami wydaje mi się to śmieszne. Kto by łączył słowa meloman i mol (i tak powinno być mól)? Ale zostawiam ją, bo nikt takiej nie ma i teraz się zaczynam uśmiechać, bo znowu za dużo myślę.

Pozdrawiam Was serdecznie ;)
Zobacz więcej >

10 Najlepszych Teledysków Iron Maiden

10 Najlepszych Teledysków Iron Maiden

Jak powszechnie wiadomo, koncerty Żelaznej Dziewicy są niesamowitym widowiskiem. Kto tego doświadczył na własnej skórze, to wie, w czym rzecz. Na żywo jednym słowem wymiatają i dają z siebie wszystko. Każdy element dopięty na ostatni guzik. Scena, światła, ognie, Eddie... a potem jedno wielkie przedstawienie. Czy potrafili być równie spontaniczni przed kamerą i reżyserem? Jak wychodziła im ta współpraca?


Na oficjalnym kanale Iron Maiden na YouTube, ostatnio pojawiły się teledyski zespołu (szkoda, że nie wszystkie). Grupa najprawdopodobniej postanowiła przypomnieć o sobie w Internecie, zwłaszcza że wielkimi krokami zbliża się premiera ich 16 studyjnego albumu The Book Of Souls, przewidziana na 4 września tego roku. Już w najbliższy piątek ma ukazać się pierwszy singiel z płyty i jak donoszą plotki, będzie teledysk! Tymczasem postanowiłam przedstawić moje top 10 dotychczasowych klipów tych gigantów sceny metalowej, by nieco odświeżyć pamięć.


10. The Trooper

Album: Piece Of Mind | Rok: 1983 | Reżyser: David Mallet

Co można wymyślić do utworu o bitwie podczas wojny krymskiej? A no pokazać te szarżującą brygadę i spustoszenie, które niesie za pomocą niemego filmu. Włączając w to dość typowe zagranie Iron Maiden, czyli zespół na scenie z dużą ilością światła oraz zwracające uwagę gatki - w romby i paski. Ogólnie dość kolorowo.



9. Run To The Hills

Album: The Number Of The Beast | Rok: 1982 | Reżyser: David Mallet

Podobne podejście jak w The Trooper, lecz tym razem niemy film przedstawiający amerykańskich żołnierzy oraz Indian, ma więcej humoru. Stroje muzyków są w bardziej stonowanych kolorach (skórzane kurtki, wiecie). No i ta słynna pieszczocha Bruce'a. 



8. Be Quick Or Be Dead

Album: Fear Of The Dark | Rok: 1992 | Reżyser: Wing Ko, E. Matthies

Jak sama nazwa wskazuje, jest szybko i dynamicznie. Przyspieszone nagranie, cięcia, przenikanie obrazów, nieokiełznane ruchy kamery, która biega praktycznie wszędzie, żeby nie być martwa. Do tego zespół na surowym tle i wymowna gestykulacja Dickinsona dają naprawdę mocne doznania. 




  • 7. Virus

    Album: Best Of The Beast | Rok: 1996 | Reżyser: Steve Lazarus, Steve Harris

    Utwór Virus nie pojawił się na żadnym studyjnym albumie Iron Maiden. Był on odpowiedzią na nieprzychylne komentarze skierowane do zespołu po przyjęciu Blaze'a Bayley'a jako nowego wokalisty. Do mrocznej i melancholijnej melodii nagrano teledysk w tym samym stylu, ukazujący tylko band. Charakterystycznym elementem są zbliżenia na twarze poszczególnych muzyków, podczas gdy ich usta poruszają się zgodnie z tekstem, śpiewanym przez Bayley'a.



    6. The Number Of The Beast

    Album: The Number Of The Beast | Rok: 1982 | Reżyser: David Mallet

    Kultowy utwór potrzebuje kultowego teledysku. Na początek bestia rodem ze starego horroru. Z mrocznej mgły wyłania się wokalista. Co chwila pojawia się jakiś stwór, aby oddać senne koszmary Steve'a Harrisa. Na chwilę ukazuje się Godzilla i wszystko rozdziera krzyk Dickinsona. Fenomenalne wejście do dalszej części odegranej... na scenie. Jeszcze na deser diabeł, 666 na plecach tancerzy i Eddie, by dopełnić tego satanistycznego czynu. Och, jak oni w Stanach ich za to nienawidzili. 



    5. Aces High

    Album: Powerslave | Rok: 1984 | Reżyser: Jim Yukich, Kenny Feuerman

    Uwaga, tutaj możecie być zaskoczenie. Zespół jest na scenie! Nie? No dobra. W każdym razie widać kto gra i kto śpiewa. Od czasu do czasu urywek z samolotami, które sugerują temat utworu. Mianowicie mowa o bitwie o Anglię, dlatego przed wpadnięciem zespołu  z impetem na wspomnianą scenę, wysłuchujemy przemówienia Winstona Churchilla, które to przyprawia o dreszczyk i buduje pewne poczucie dumy, że słuchamy tych historycznych słów.



    4. The Reincarnation Of Benjamin Breeg

    Album: A Matter Od Life And Death | Rok: 2006 | Reżyser: Matthew Amos

    Niesamowity, długi i sentymentalny teledysk do The Reincarnation Of Benajmin Breeg zawiera sporo elementów do ogarnięcia, ale warto przewinąć kilka razy, by powędrować trochę po świecie Maidenów. Na spowitym brudnym filtrem ekranie, pokazują się stare fotografie i filmiki w spowolnionym tempie. Tajemniczo śpiewający Bruce w kadrze, a po przyspieszeniu tępa zespół w studio, grający swój utwór. Trzeba przyznać, jest nastrojowo.



    3. The Final Frontier

    Album: The Final Frontier | Rok: 2011 | Reżyser: Dirk Maggs

    Wideo do The Final Frontier przypomina film science ficiotn.  Chociaż zespół nie pojawia się fizycznie, to jest ich maskotka Eddie. Wykreowany komputerowo groźny stwór śledzi kosmonautę, przybywającego na bliżej nieznaną planetę, w poszukiwaniu czegoś cennego. Między jednym a drugim toczy się walka o ów przedmiot, a odgłosy szamotaniny i piosenki wzajemnie się przenikają, ponieważ dźwięki filmu nie zostały wyciszone. Wygląda to bardziej jak profesjonalna produkcja niżeli teledysk, ale dobrze się ogląda.



    2. Wasting Love

    Album: Fear Of The Dark | Rok: 1992 | Reżyser: Samuel Bayer

    Teledysk do Wasting Love jest doskonałym odzwierciedleniem tekstu o zaprzepaszczaniu miłości i traceniu jej w rozpaczliwej pieszczocie. Ukazany jest mężczyzna w łóżku z różnymi kobietami, których imiona ma wypisane na swoim ciele. Widać, że cierpi. Pojawia się duchowny i dziewczynka przebrana za anioła, a do tego zespół z ogniem w tle. Mamy odczynienia z odrobiną fabuły i symboli, co zawsze działa na korzyść szczególnie w tym przypadku.



    1. The Wicker Man

    Album: Brave New World | Rok: 2000 | Reżyser: Dean Karr

    The Wicker Man to dopiero ciekawa sprawa! Inspiracją do jego nagrania był film o tym samym tytule. Obejrzałam go i stwierdzam, że nie wiele się w nim dzieje, ale za to w teledysku jest BOOM. I to dosłownie za sprawą tych pękających wielkich balonów. Do tego wiklinowy płonący stwór oblegany przez skąpo ubrane kobiety i Eddie. Ogromny chodzący Eddie, bo czymże byłoby Iron Maiden bez swojej maskotki.



    Tak przedstawia się mój ranking, którego tworzenie mi trochę czasu zajęło, ale warto było. Mam z tego satysfakcję. Może przyszły teledysk trafi na top 10, bo zazwyczaj jest tak, że najnowszy klip, jest najlepszy, a przynajmniej bardziej profesjonalny. Czy będzie na scenie czy nie, to już mniej ważne, bo i tak nic nie zastąpi koncertu na żywo.
    Zobacz więcej >

    Liebster Blog Award #6 #7


    Kolejne LBA, kolejne pytania od wspaniałych blogerek i kolejne odpowiedzi. O książkach ostatnio mniej prawię. Nie dlatego, że nie czytam, ale dlatego, iż wzięłam się za klasyki, o których nikomu mówić nie trzeba, a nawet nie czuję się tego godna. Za to mam pole do popisu, jeśli chodzi o muzykę. Wiedzcie, że recenzje na tym blogu, są moimi pierwszymi. Nigdy wcześniej nie rozkładałam tak na czynniki pierwsze tych dzieł, a okazało się, że lubię to robić. Zresztą lepiej napisać tu, niż wyjść na wariata, rozmawiając samemu ze sobą... No ale przechodząc do właściwego tematu. Olu G., Jane S - dziękuję za nominację, jesteście wspaniałe ;)

    Nominacja od Jane S:

    1. Czy jest jakaś książka, do której masz pewność, że nigdy po nią nie sięgniesz?
      Nie, nie mam takiej książki. 
    2. Co sądzisz o tej samej historii w 2- óch książkach, tylko z perspektywy innych bohaterów?
      Jest to wspinały pomysł, bo czasami dobrze jest poznać historię z obydwu stron, aby mieć cały obraz sytuacji. 
    3. Książka w narracji pierwszo czy trzecioosobowej?
      Nie ma to dla mnie większego znaczenia, ale rzadko sięgam po książki w narracji pierwszoosobowej (z czystego przypadku). 
    4. Jeśli miałabyś możliwość wybrać się na spotkanie ze swoim ulubionym autorem lub autorką bądź iść na Targi Książki, gdzie spotkałabyś masę znanych osobistości, to co byś wybrała?
      Poszłabym na spotkanie ze swoim ulubionym autorem (o ile bym nie uciekła z wrażenia, bo tak też potrafię, ale lepiej, żeby ta historia się już nie powtórzyła xD). Perspektywa rozmowy z jedną osobą w ciszy i bez natłoku różnych ludzi o wiele bardziej mi odpowiada. 
    5. Co jest dla Ciebie ważniejsze- sama droga czy cel?
      Zdecydowanie cel. Nie potrafię cieszyć drogą, zwłaszcza gdy jest trudna. Oczywiście małe sukcesy i zbliżanie się do końca mnie satysfakcjonują, ale cel jest najlepszy i to o nim staram się myśleć. Weźmy grę na gitarze. Nie zawsze ma się ochotę siedzieć i uczyć nowych chwytów, ale jak się pomyśli o własnym zespole, czyli owym celu, od razu zabiera się do roboty. 
    6. Czy czytałaś serię książek, której ostatnia część wydała Ci się zupełnie niepotrzebna i uważałaś, że nic nie wnosi do całości? 
      Nie, jeszcze nie trafiłam na taką serię i mam nadzieję, że nigdy nie będę miała z taką styczności.
    7. Jesteś rozważna czy romantyczna?
      Trudne pytanie, bo raz jestem taka, a raz taka. Ogólnie jestem dziwna w moim mniemaniu. I nie tylko. Trudno mnie określić. Biją się we mnie dwie zupełnie różne osobowości i raz jedna dominuje, a raz druga... 
    8. Jakie trzy filmy ostatnio oglądałaś w zaciszu domowym?
      Niech no pomyślę... 
      • Pachnidło. Przeczytałam książkę, bo słyszałam o filmie, ale go nie widziałam. Byłam bardzo zachwycona lekturą, więc zabrałam się za adaptację, która jest świetnie nagrana i wyreżyserowana. Poza tym dzieło to było inspiracją do napisania piosenek przez cenione przeze mnie zespoły: Rammstain (Du Riechst So Gut) - rodzimych przyjaciół autora książki, Arię (Historia pewnego zabójcy, ros. История одного убийцы) i Nirvanę (Scentless Apprentice). 
      • Imię Róży. Kiedyś pracą dla chętnych w szkole było obejrzeć ten film, ale akurat nie miałam czasu, więc ostatnio nadrobiłam. Książkę też przeczytam. W końcu tym utworem inspirował się Iron Maiden przy Sign Of The Cross. Kompozycji mrocznej i epickiej. Polecam.


      • Dziennik Nimfomanki. Również film na podstawie książki. Ciekawe przedstawienie poszukiwania szczęścia przez nimfomankę, która do końca mi się z nimfomanią nie kojarzyła, ale dramat jest, a lubię ten gatunek.
      I tak oto połączyłam filmy z książkami i muzyką. Idealnie! Jestem w swoim żywiole. 
    9. Wolałabyś wydać książkę, z której byłabyś niezadowolona i nie lubiła jej, ale taką, która świetnie by się sprzedawała, czy taką, która trafiłaby do wąskiego grona odbiorców i przez wielu była niedoceniana, ale Ty uznawałabyś ją za świetną i bardzo ją lubiła?
      Jeżeli zależałoby mi na pieniądzach, to wybieram opcję pierwszą. W końcu lepsze to niż klepanie biedy. Lecz bardziej dumna byłabym, wybierając wariant drugi. Wolę mieć jednak satysfakcję niż wypchany portfel. Zresztą i tak pieniędzy nie nosze  w portfelu. Nie stać mnie na takie luksusy. 
    10.  Jak myślisz, jakim byłabyś Smerfem? Dlaczego właśnie tym?
      Smerfetką! No wszystko się zgadza. Na pierwszy rzut oka zwłaszcza. Blondynka, niby delikatna, miła itd. Od pewnego czasu jestem też bardziej pozytywnie nastawiona do wszystkiego. I to jest fajne. Wszystkim polecam takie uczucie. Ale wiecie... Nie jest tak, że jestem najgrzeczniejszą dziewczynką. Krzyczeć też potrafię, odgryźć się i wygarnąć, co mi nie pasuje również. I tutaj widać jak jedna osobowość przebija się przez drugą. 
    11.  Czy jest pewien bardzo znany autor, którego książki czytali "wszyscy", ale Ty dotychczas nie miałaś takiej możliwości?
      Trochę się wstyd przyznawać, ale J.K. Rowling i jej słynny Harry Potter. Moja biblioteka jest coś słabo zaopatrzona, bo ciągle nie ma pierwszej części. 


    Nominacja od Ola G.:

    1. Od jakiejksiążki zaczęła się twoja przygoda z czytaniem?
      Zwiadowcy. Ruiny Gorlanu Johna Flanagana. Potem już był tylko szał na książki.

    2. Gdybyś musiała wybrać : tylko czytać czy móc robić absolutnie wszystko ale nie czytać, co byś wybrała?
      Skoczyłabym z mostu. Ja nie mogę robić jednej rzeczy przez długi czas. Nie mogę. Ale czytać lubię. I lubię słuchać muzyki, oglądać filmy, biegać, skakać i nabijać sobie siniaki. Spać, nic nie robić, jeść... 
    3. Dlaczego założyłaś bloga? 
      Lepiej mi się myśli i wszystko analizuje, gdy piszę. A książki warto analizować. Do tego blogowanie stało się moją pasją od pierwszego powołania mojego dziecka do życia.  Już wtedy było on o muzyce, więc i tutaj trochę się tego znajduje. Jestem już od tego uzależniona. Blogowanie daje mi ogromną satysfakcję. Lepiej się przez to czuję. No i poznaję Was, czytelników. 
    4. Jaki masz stosunek do czarnych charakterów?
      Niektórych lubię. Intrygują mnie. Ciągnie mnie do ich świata. Ale jak wiadomo marnie kończą. Na przykład mogę dać Caine'a z Gone M. Granta . Z opisu przystojniaczek i ten władczy charakter, który nim kierował. Te pomysły na zdobycie przywództwa i walka z myślami, gdy analizował zdanie swojej Diany. Szkoda tylko, że nie był za bardzo romantyczny. 
    5. Śmierć którego bohatera najbardziej tobą wstrząsnęła?
      Tak się składa, że żadnej sobie takiej nie przypominam. Bohaterowie, którzy rzekomo umarli, potem nagle znowu byli żywi i wszystko było pięknie.
    6. Gdybyś miała wybrać jedna super moc , co by to było?
      Może zatrzymywanie czasu, żebym miała chwilę na podumanie...

      Zdjęcie z mojego photobloga.

    7. Jaka książka nigdy nie powinna zostać zekranizowana, bo to odebrałoby jej cały urok?
      Czy odebrałoby jej to urok, to byśmy się dowiedzieli, dopiero po obejrzeniu tej ekranizacji. Nie mam takiej książki.
    8. Czy masz ulubionego autora? Jeśli tak to kogo?
      John Flanagan - zaskoczenie, Michael Grant, J.R.R. Tolkien. 
    9. Dlaczego lubisz czytać?
      Któż nie lubi podróżować, siedząc tudzież leżąc z książką w ręku i przebywać nowe światy, zwiedzać i poznawać coraz to wymyślniejsze stworzenia i osobowości? Płakać i śmiać się z nimi, przeżywać, to co oni, by potem mieć o czym rozmyślać? Poza tym wiadomo ile korzyści płynie z czytania. Można znaleźć na ten temat niejeden artykuł i dowiadywać o zaskakujących właściwościach tych wspaniałych wytworów. To moje powody.
    10. Ulubiona bohaterka? Dlaczego ona?
      Jak już wyżej o niej wspomniałam, to napiszę i tutaj. Diana z Gone. Za to, że była taka silna i nie dawała się nikomu zgnoić. Była silna i radziła sobie w trudnych warunkach z rozwagą. Zawsze wygadana. Zachowała też swoją grację i godność. Nie załamywała się i nawet ciąża w ETAP-ie jej nie zniszczyła. 
    11. Jak dużo czasu spędzasz w sieci w ramach szeroko pojętego blogowania? (pisanie, komentowanie, przeglądanie itp.)
      Zależy jak mam akurat ochotę i wenę do tych spraw. Raz mogę cały dzień, a raz ledwo godzinę. 

    Moje pytania: 


    1. Co chcesz osiągnąć dzięki blogowaniu? 
    2. Gdzie jeszcze publikujesz swoje recenzje? 
    3. Osiągnięcie, z którego jesteś dumny/dumna i dlaczego akurat to?
    4. Jak dbasz o książki w swoim domu? 
    5. Tytuł najcenniejszej dla Ciebie książki i dlaczego akurat ten? 
    6. Co byś zrobił/zrobiła, gdyby nagle wyprowadzono z rynku książki papierowe na rzecz ebooków? 
    7. Mając do wyboru przeczytanie dowolnej ilości książek w ciągu dwóch tygodni w innym języku (którego uczysz się w szkole, oprócz ojczystego) lub jednej w języku ojczystym, co wybierasz? 
    8. Jaki nosi tytuł najtrudniejsza przeczytana przez Ciebie książka?
    9. Czy był taki bohater książkowy, który miał niemalże takie same cechy, zachowania lub wygląd jak Ty? 
    10. Czy jest takie zachowanie, które mrozi Ci krew w żyłach, jeśli chodzi o traktowanie książek? 
    11. Jak opisałbyś/opisałabyś swój styl pisania?


    Polub na Facebooku!


    Zobacz więcej >

    Lindsey Stirling - Lindsey Stirling

    Lindsey Stirling - Lindsey Stirling

    Jak przekonać imprezowicza, który bawi się na dyskotekach przy przebojowych kawałkach, do muzyki klasycznej? Jak przekonać zagorzałego fana muzyki klasycznej do klubowych bitów? Wydawać by się mogło, że to niemożliwe, ale ktoś wpadł na wspaniały pomysł połączenia obydwu tych bajek w jedną, aby zademonstrować coś innowacyjnego i kontrastowego. To działa! Jedną z twórczyń, której kompozycje opierają się na takiej mieszance jest Lindsey Stirling.


    Amerykańska skrzypaczka, zanim dotarła do sławy, przebyła długą drogę. Od nauki gry na skrzypcach rozpoczętej w wieku lat sześciu poprzez występy solo lub z zespołem aż do America's Got Talent, gdzie zaprezentowała się szerszej publiczności, zyskując sobie miano hip-hopowej skrzypaczki. Niestety nie zaoszczędzono jej tam krytyki i odpadła w ćwierćfinale, co wyszło na dobre, ponieważ niedługo po tym David Graham zaoferował jej współprace, z której zrodziły się niesamowite klipy. Prezentując je na YouTube, zyskała sobie ogromną rzeszę fanów na całym świecie. W ten sposób doceniono jej trud i pracę włożoną w kompozycje z klasycznym instrumentem oraz muzyką z maszyny  i jak niegdyś Vanessa Mae, z dumą rozpoczęła ich demonstrację, m.in. na koncertach grając i tańcząc jednocześnie(!).

    Udowadniając jurorom i wszystkim, którzy nie byli jej przychylni, że ma talent i nie zamierza przestać się realizować w tym, co kocha, wydała swoją debiutancką płytę zatytułowaną po prostu Lindsey Stirling. Zawarła tam siebie i esencje tego, z czym chciałaby zapoznać słuchaczy. Jest to dubstepowo-klubowa mieszanka, przed którą wybijają się skrzypce. Próżno szukać tam wokalu, ponieważ pojawiają się tylko urozmaicenia typu "aaaa", wykonywane przez samą instrumentalistkę, która śpiewać też potrafi, ale co za dużo, to nie zdrowo. Wywijasy i smyczek na scenie wystarczą.


    Z owymi głosami można zapoznać się już na pierwszym tracku zatytułowanym Electric Daisy Violin, który też świetnie zapowiada pozostały materiał przygotowany przez artystkę i producentów. Jak mogą wskazywać pozory, nie jest on rozlały i krzywdzący bębenki, lecz spójny. Nic siebie nie wyklucza. Lindsey doskonale posłużyła się przedłużeniem swojej ręki i w kolejnym Zi Zi's Journey świetnie skomponowała się z elektronicznym brzmieniem, które z szybkiego i skocznego zwalnia na chwilę do wolniejszego, by stworzyć trochę tajemniczego klimatu, który i tak został pociągnięty na singlowym, niesamowitym, wspaniałym, krystalicznie czystym i składnym Crystallize. Ten utwór wraz z teledyskiem stworzonym przez wspomnianego Grahama zawojował Internet i przyniósł Stirling niemały rozgłos. Właściwe przeogromny i do tej pory, jest to jej najpopularniejszy kawałek. Zdecydowana perełka na albumie.

    Nostalgiczny Song Of The Caged Bird zwalnia tempo i sięga głęboko do uczuć, by zrobić kładkę dla Moon Trance z klipem podobnym do Thiller Michaela Jacksona. Zresztą cały utwór ma coś, co zalatuje tą legendarną piosenką, jednak Lindsey dodała odrobinę magii i upiorności oraz zaszalała z linią skrzypiec, która w refrenie sprawa wrażenie pociętej, co daje ciekawy efekt. Będąc już w tej subtelniejszej części krążka, możemy zapoznać się czarującym Minimal BeatTranscendence i Elements, które odsyłają raczej w świat marzeń niżeli na potańcówkę i szaleństwo. Powiedziałabym, że są dystyngowane, dość lekkie, ale wciąż dubstepowe i awangardowe. Sprawiający większą powagę i przyspieszający tempo jest Shadows, który maszyny wykorzystał w bogatszy sposób, a przynajmniej taki, który je bardziej odsłania. Potem już jest powrót do dynamicznej części wraz ze Spontanous Me, czyli czymś, co szybko się nudzi, ponieważ nie ma nic nowego i wydaje się tylko zapychaczem o wiele mniej ambitnym jak i kolejny Anti Gravity. Zamykający album Stars Align robi o wiele, wiele lepsze wrażenie. Skrzypce bardziej przestrzenne i tło adekwatne do instrumentu, od którego na chwilę się wyłączamy, aby znowu zgrać obydwa światy i polecieć do innego wymiaru, co może sugerować kolejny teledysk pełen przepychu i kolorów, ale za to jaki efektowny!

    Lindsey Stirling nie jest kolejną gwiazdeczką, która przyszła po pieniążki. Jest  osobą, która tworzy muzykę, oddając przez nią siebie. Jest też kimś, kto poprzez swoje doświadczenie, pomaga ludziom. Jest otwarta na fanów, którzy to utorowali jej drogę na koncerty z prawdziwego zdarzenia, a teraz mogą je podziwiać, gdyż amerykanka nie tylko gra na skrzypcach i wymyśla melodie, ale również je pięknie oprawia, a jej debiutancki album to umożliwił. Jest spójny, elektryzujący, świeży i taki, jaki artystka chciała, żeby był, czyli jej, własny. I z elektronicznym brzeniem, i ze skrzypcami, a i jeszcze z tańcem, jeśli ktoś pofatyguje się na koncert.




    Tytuł: Lindsey Stirling
    Autor: Lindsey Stirling
    Gatunek: classical crossover, dubstep
    Data wydania: 18 września 2012
    Czas trwania: 45 min. 23 s
    Lista utworów: Electric Daisy Violin, Zi-Zi's Journey, Crystallize, Song Of The Caged Bird, Moon Trance, Minimal Beat, Transdance, Elements, Shadows, Spontanous Me, Anti Gravity, Stars Align
    Ocena: 9.5/10




    fot.: Playing with Light: Violin by jessicahtam. Licencja CC BY. Obraz kadrowany. 

    Zobacz więcej >

    Colorful Book Tag


    Tag, którego nazwa widnieje w tytule posta, bardzo mi się spodobał, bo jest taki kolorowy i pokazuje, jak wielką moc mają barwy oraz jak ogromne mają one znaczenie. Potrafią wywołać określone emocje, a ludzie korzystają z tego poprzez malowanie ścian na zielono, aby się uspokoić lub zakładanie czarnych ubrań, by podkreślić swoją powagę, smutek... Wiele robią i wiele mówią, a umiejętne użyte czy połączone, dają niesamowite efekty. Mogą również odnosić do odczuć związanych z lekturą, jak widać. Mają władzę, ale nie wielu jest tego świadomych, dlatego z tym większą radością odpowiadam na pytania Colorful Book Tag. Za nominację serdecznie dziękuję autorce bloga Czytelnicze Myśli.

    Szary: książka, która może być uznana za ponadczasową.
    Pierwsze, co przyszło mi na myśl, to Hobbit J.R.R. Tolkiena ze względu na właśnie to trwanie w czasie i teraz, i wcześniej. Pewnie aż do dalekiej przyszłości. Kiedy się dowiedziałam, że ta książka została wydana w 1937 roku byłam bardzo zaskoczona, ponieważ jej pomysłowość, akcja i ogólnie wszystko było bardzo rozwinięte i dopracowane, co wcale nie kojarzy mi się tą datą. Poza tym kolejne dzieciaki czytają po raz pierwszy dzieło Tolkiena i są nim zafascynowane, a rzadko tak bywa ze starszymi pozycjami.



    Czarny: książka, która wywołała u Ciebie silne emocje.
    Ostatni Elf  Silvany De Mari. Prawie płakałam, kiedy strona za stroną pojawiały się opisy bólu i wspomnień Yorsha. Poczułam ogromne współczucie do tego biednego stworzenia, które zostało samo sobie i tylko na siebie mogło liczyć, a w końcu to był mały, bezbronny elf, który niewiele jeszcze wiedział.





    Biały: książka, dla której jesteś neutralnie nastawiona.
    Myślę, że taki stosunek mam do powieści Scotta Westerfelda Brzydcy. Owszem fajny pomysł, ciekawie wykreowany świat, ale niezbyt pociągająca akcja i nieciekawi bohaterowie. Ten miks dawał nijaki obraz. Nic mnie specjalnie nie wciągnęło, ani nic nie poruszyło, ale z ciekawości, że może jednak coś się zmieni, przeczytałam całą serię. Ogólnie nie wiedziałam, co myśleć o tej książce, więc to będzie dobry przykład neutralności.



    Niebieski: książka, która cię nie zawiodła, mimo różnych opinii na jej temat.
    Tym razem będą to Wybrani C.J. Dougherty. Czytałam przeróżne opinie. Dobre i złe, ale ostatecznie, jak można wywnioskować po mojej recenzji, bardzo mi się spodobała mimo, że nowa uczennica w szkole, to oklepany temat.





    Zielony: książka, która dała ci nadzieję.
    Tak naprawdę wszystkie dały chociaż małe ziarenko nadziei, że coś będzie lepiej, że się uda, że świat nie jest taki zły. Gdybym miała jednak podać jakiś konkretny tytuł, to np. Zwiadowcy. Płonący Most  J. Flanagana, gdzie Halt krzyczy Znajdę cię! w kierunku Willa zabranego przez Skandian. Bardzo przeżyłam porwanie młodego zwiadowcy, więc słowa jego mistrza dały mi nadzieję, że go odnajdzie i wszystko będzie dobrze. Poza tym Halt nie zrobi?



    Czerwony: książka, którą kochasz i nienawidzisz jednocześnie.
    Nie wiem do końca dlaczego, ale pomyślałam od razu o Przygodach Lorda Ślizgacza B.Dickinsona, ponieważ jest śmiesznie, ale czasami ohydnie, co niektórzy wypominali wokaliście-pisarzowi. Historia może nie mieć większego sensu, ale trzeba przyznać, że jednak coś w sobie ma... dziwnego. Po prosu sens w bezsensie. Chore i pokręcone, ale czego się spodziewać po takiej nietuzinkowej postaci, która to napisała?



    Żółty: książka, z którą wiążesz najwięcej wspomnień.
    Zdecydowanie Zwiadowcy. Ruiny Gorlanu J. Flanagana. Od tego wszystko się zaczęło. Może gdyby ktoś nie kazał mi wziąć za Zwiadowców, nie byłoby mnie tutaj. Trwałabym w przekonaniu, że książki są złe. Tak, tak rozumiałam to, co ludzie dookoła sądzą o czytaniu. Nuda i strata czasu. Tylko kujony czytają. Książki są dobre dla tych, których nikt nie lubi. Okropne, prawda? Tak wyglądało moje otoczenie, a dopiero Internet otworzył mi oczy. Zresztą nadal wydaje mi się, że nic się nie zmieniło i jestem tą, która czyta najwięcej w klasie mimo, że ją zmieniłam.

    Złoty: książka, która była prawdziwym bogactwem, jeśli chodzi o treść na jej kartach.
    Na pewno nie było tylko jednej takiej książki. Trudno mi coś wybrać, ale żeby się nie powtarzało, to w końcu jestem po pierwszym tomie Władcy Pierścieni J.R.R. Tolkiena i to jest dopiero bogactwo! Nie dość, że doskonale wykreowani bohaterowie, nie mówiąc o świecie, to jeszcze pokrzepiające cytaty, które raz przeczytane, zagnieżdżają się w podświadomości. Przykłady odwagi i tego jak zachować się w stosunku do przyjaciół. Jak być silnym w życiu.



    To byłoby na tyle z mojej strony. Zachęcam do udziału w tym tagu wszystkich, którzy jeszcze tego nie zrobili. Czujcie się przeze mnie nominowani. Pokażcie, co dla Was znaczą kolory ;)



    Polub blog na Facebooku!


    Zobacz więcej >
    Melomol © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka