Michael Grant - Gone: Faza pierwsza: Niepokój

fot.: www.empik.com
Dzisiaj postanowiłam wrócić do książki, którą czytałam jakiś czas temu. Przyznam szczerze, że na początku nie byłam do niej super pozytywnie nastawiona, ale skoro poleciły mi ją aż dwie osoby... I tak też dotarłam do thrillera Michaela Granta, który przyciąga do siebie mnóstwo czytelników. Czy rzeczywiście warto przeczytać "Gone"?

Wszystko zaczyna się od tajemniczych zniknięć. W jednej chwili wszyscy dorośli gdzieś się ulatniają. Dzieciaki, same, znajdują się w ETAP-ie (Ekstremalne Terytorium Alei Promieniotwórczej) bez nadzoru i z ogromnym niepokojem. Co się mogło stać z ich rodzicami? Nikt nie wie, ale trzeba sobie poradzić. Już na początku zaczynają się kłopoty. Pomijając to, że nikt niczego nie pilnuje, to zdarzają się pierwsze tragedie. Tak jak ta, w której spłonęła dziewczynka. Na szczęście znalazł się ktoś, kto odznaczył się bohaterstwem, chcąc ją uratować. 

Sam Temple jest 15-letnim chłopcem, który żyje ze swoją matką. Kiedy zaczyna się ETAP wraz z Astrid i Quineem stara się racjonalnie wytłumacz to, co się stało, przemierzając Perdido Beach. Wtedy też Sam stara się uratować dziewczynkę z płonącego budynku. Podczas tego odkrywa coś, co go bardzo intryguje i przeraża. Nie udaje mu się jej wydostać, ale i tak budzi podziw wśród pozostałych. Uważają, że będzie dobrym przywódcą, który naprawi to, co się stało.

Postacią, która potem okazuje się wręcz niezbędna dla pozostałych jest Lana Arwen Lazar. Jej dziadek znika, gdy jadą samochodem. Pojazd pozbawiony kierowcy ulega wypadkowi, a bezradna dziewczyna ma tylko psa, który przeżył. Z kolei ona odniosła poważne obrażenia i nic nie wskazuje na to, że przetrwa noc. Na szczęście dzieje się coś niesamowitego, co pozwala jej wstać na nogi i szukać schronienia. Wydaje się, że szczęścia jej nie brakuje, ale nigdy nie jest tak kolorowo... 

Fabuła tej książki przypomina mi trochę powieść Williama Goldinga "Władca Much", ponieważ tam też są dzieciaki, które same muszą sobie poradzić. Bez dorosłych zorganizować jedzenie i schronienie. Wprowadzić jakiś ład, który pozwoli im przetrwać, ale wszystko okazuje się nie być takie łatwe. "To tylko dzieci". Takie utwory pokazują, jak trudno jest zapanować nad innymi. Nie wszystkim wszystko odpowiada, nie wszystko jest pięknie i ładnie, tutaj chcą tak, a gdzie indziej inaczej. A kiedy wszystkim mają zająć się dzieci, które myślą, że rządzić, to czysta przyjemność? Tylko leżysz i nic nie robisz. No może czasami wydajesz rozkaz, że mają ci przynieść frytki. Jeszcze gorzej jest, kiedy pojawia się konkurencja. Ktoś, kto chce zabrać władze, a takich nigdy nie brakuje. Skoro w dwóch książkach sprawa została przedstawiona w podobny sposób, to znaczy, że coś w tym jest i tak mogłoby być. Warto pomyśleć co by było, gdyby... W tym celu bardzo serdecznie polecam "Gone".

Ocena: 9/10
Zobacz więcej >

John Flangan - Drużyna: Wyrzutki

fot.: poszkole.pl
Dziś chciałam się skupić na książce Johna Falanagana, którą niedawno czytałam i byłam jej bardzo ciekawa, po zapoznaniu się z serią „Zwiadowcy" tego autora. Ten australijski pisarz podbił moje serce i jak na razie, jest moim ulubionym. A napiszę o pierwszej części jego kolejnej serii „Drużyna”o tytule „Wyrzutki”.

Opowiada o chłopcu o imieniu Hal, który jest mieszkańcem Skandii. Jego ojciec zginął podczas wyprawy i powierzył rolę opieki na synem i żoną araluenką swojemu przyjacielowi ,Thornowi. Chłopiec nie ma łatwego życia. Ma jednego przyjaciela, a wszyscy pozostali za nim nie przepadają ze względu na jego matkę, która pochodzi z Araluenu. Nie uznają go za prawdziwego Skandianina. Mimo wszystko dobrze sobie radzi. Jest jakby małym wynalazcą. Lubi konstruować nowe rzeczy. Docenia to Thorn i życzy Halowi jak najlepiej. Zaczyna uczyć go walki. Chłopiec przypada do gustu nawet samemu oberjalowi, po zobaczeniu łodzi Hala z nietypowym, bo trójkątnym żaglem.

Młodzi  Skandianie zostają rozdzielani na grupy i rozpoczynają naukę żeglarstwa, walki, taktyki z dala od domu. Podczas podziału chłopcy wybierają przywódców. Tym razem miało być ich trzech. Wybrano dwóch, którzy nie byli zaskoczeniem, ale kiedy zgłoszono Hala, rozpoczęły się wyzwiska i sprzeciwy. Cóż, dwaj kapitanowie wybrali ludzi do drużyny, a pozostałe wyrzutki, miały tworzyć trzecią, w której m.in. był Hal Mikkelson.  I ta z pozoru najsłabsza grupa, nazwana Czaplą od statku Hala, potrafiła wykorzystywać swój spryt i zadziwiała nauczycieli. Wcale nie okazali się najgorsi, ale kiedy z winy drużyny Czapli ukradziono największy skarb Skandii, Hal czuł się okropnie. I wiedział, co musi zrobić.

„Wyrzutki” nie są złą, ani dobrą książką. Na początku nie czułam zbyt dużej ochoty kontynuacji, ale dochodząc do końca, wiem, że muszę zagłębić się w tę historię i przejść  do kolejnej części. Z nadzieją, że tym razem nie będę się mogła od niej oderwać. Ba! Na pewno tak będzie, bo dopiero teraz zacznie się akcja. To było tak jakby wprowadzenie, aby poznać bohatera. Do tego jak była mała wzmianka o Willu ze „Zwiadowców” (chociaż wcale nie wymieniono jego imienia), to serce mi mocniej zabiło. Nie pytajcie dlaczego, bo Wam powiem. „Zwiadowcy”... ale powiem jak będzie o tym post.

Podsumowując, nie jestem zawiedziona pierwszą częścią, bo wiem, że druga mi to zrekompensuje. Autor zostawia czytelnika w niepewności z podstawowym pytaniem - co dalej? Ciekawość mnie  zżera.

Ocena: 5/10
Zobacz więcej >

L.J. Smith - Tajemny Krąg (1)

fot.: www.wydawnictwoamber.home.pl
Tak naprawdę z przypadku zabrałam się za książki L.J Smith. Poszłam do biblioteki, jedna półka, druga półką, dobra, sprawdzę tę. I dobrze, że tak się stało, ponieważ ciągłe gadanie i fascynacja „Pamiętnikami wampirów” mnie odpychała i ogólnie zniechęcała do tego typu utworów. Do czasu aż przeczytałam „Światy Nocy”. Teraz przedstawiam „Tajemny krąg”. Może to kolejna opowieść typu czary i inne niemożliwe zjawisko plus miłość, ale czarownice... Czemu nie? Zawsze mnie to interesowało. Filmy, seriale, opowieści... Dlatego tematyka książek L.J Smith przypadła mi do gustu. Jakoś znoszę te miłosne wątki, które czasami są nawet ciekawe. Potem nastolatki wyobrażają sobie takiego idealnego faceta i gorące uczucia. Lecz kto zabroni marzyć? Rozczarowanie będzie albo nie.

Bohaterkę książki też spotkało rozczarowanie, gdyż prawdziwa miłość stała się zakazaną miłością. Kiedy Cassandra Blake nagle dowiaduje się, że po tych wakacjach nie wróci do domu, tylko pojedzie opiekować się babcią, jest wręcz załamana. Do tego te tajemnicze słowa, spojrzenia i zjawiska. W nowej szkole ktoś zdecydowanie za nią nie przepada. Na szczęście zjawia się jej „wybawicielka”. Przyjaciółka a zarazem siostra – Diana. Kiedy jedna z nowych koleżanek Cassandry umiera, całe jej życie się zmienia. Teraz rozumie już więcej.
Ziemio i wodo, powietrze i ogniu,
Spójrzcie na córkę stojącą przed wami.

(…)

Wyzwanie, próba, święta przysięga

Dały jej prawo wstąpić do Kręgu.”

Jej życie jeszcze bardziej wywraca się do góry nogami, gdy przychodzi On i wcale nie może do niej należeć. Wszystko coraz bardziej się komplikuje, ale Cassandra dzielnie sobie radzi.

Jedną z postaci, która bardzo mnie zaintrygowała jest Faye Chamberlain. Ta, którą można nazwać złą czarownicą. Wykorzystuje swój urok do łamania męskich serc i szuka nowych wyzwań. Nikt przecież nie może się oprzeć pięknej czarnowłosej dziewczynie z kobiecymi kształtami i rzadko spotykaną pewnością siebie. Wie, czego chce. Może trochę przesadza, ale czy takim ludziom nie jest łatwiej? Każdy je zna i darzy szacunkiem, mimo iż się ich boi, a nawet za nimi nie przepada.

Chociaż książka nie zaskakuje przebiegiem wydarzeń i ogólną fabułą, to jest warta uwagi. Przynajmniej dla kogoś, kto lubi ten świat, który może jest, a może go nie ma. Może wierzy w czary, a może nie. Czegoś dla romantyczek też nie zabrakło. I wydaje mi się, że wiele dziewcząt mógłby się utożsamić z Cassandrą. Albo Faye. Albo kochającą piękno Susan, albo silną Deborah. Jest ponury Nick i zabawni bliźniacy... Chyba warto szukać kogoś, kto mógłby pokazać nam drogę.  

Ocena: 6/10
Zobacz więcej >
Melomol © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka