Gdzie jest ostatni Jedi? Kilka słów o Przebudzeniu Mocy

Gdzie jest ostatni Jedi? Kilka słów o Przebudzeniu Mocy

Trudno jest dorównać wcześniejszym dziełom zwłaszcza, gdy odniosły one sukces. Dodatkowo zostały uznane za kultowe. Klasa sama w sobie, majstersztyki, dzieła... i tak dalej. Znane na całym świecie, bo ktoś chociażby raz nie słyszał o Gwiezdnych Wojnach? Podbiły świat i zyskały silną oraz ogromną rzesze fanów. Wiernych fanów. Jak tacy osobnicy przyjęli do swojej świadomości kolejny epizod pod batutą zmienionej ekipy? 


W kinie byłam. Obejrzałam, więc pragnę podzielić się z Wami własnymi odczuciami na temat Przebudzenia Mocy. VII części Gwiezdnych Wojen w reżyserii J.J. Abramsa - już nie twórcy number 1 Georga Lucasa (ani Irvina Kershnerczy'a czy Richarda Marquanda), bowiem wielkie uniwersum przejęte zostało przez Disney'a. I tutaj mogło pojawić się pierwsze kręcenie nosem, bo ale jak? To już nie będzie to samo! Zanim jednak przejdę do moich wywodów, uprzedzam, że w tekście znajdują się spoilery, więc kto nie chce ich czytać, niech wróci po oglądnięciu filmu.

Akcja Przebudzenia Mocy rozgrywa się około 30 lat po wydarzeniach z Powroty Jedi. Nastał Najwyższy Porządek, który próbuje pozbyć się ostatniego Jedi. Poszukiwany Luke Skywalker dobrze się ukrył, ale udaje się zdobyć mapę, która ma doprowadzić do miejsca, gdzie przebywa. Znajduje się ona jednak po drugiej stronie mocy, więc nowi przedstawiciele ciemnej strony, chcą ja usilnie odbić. Po masakrze jaką robią szturmowcy, mapę na przechowanie dostaje droid BB-8, który po wielu perypetiach dociera na Jakku. Tam odnajduje go Rey i wraz ze szturmowcem-buntownikiem, odkrywają sekret BB.

Od razu muszę wspomnieć, iż fabuła nie jest najmocniejsza stroną Przebudzenia Mocy. Tym razem chodzi o coś innego. Bohaterów. Starych i nowych. Co mi tam po tajemniczej mapie i szukaniu Luke'a. To tylko dodatek do wielkich wejść kolejnych postaci. Główny wątek jest tylko głównym wątkiem. Nie wydał mi się zbyt wyraźnie nakreślony. Albo tylko moje odczucie takie było. Skupiłam się na tym, co się pojawiło oraz na tym, co już było. Cała ta część to wielkie wprowadzanie. Dopiero wszystko się zacznie. 

J.J. Abrams zaserwował nie małą dawkę zaskoczeń. Już mnie szczęka bolała od tego siedzenia z otwartymi ustami. Pomijając efekty specjalne: Najpierw Najwyższy Porządek, od którego powiewało grozą, chociaż nie dało się go dobrze zbadać. Nowe wielkie COŚ na kształt Gwiazdy Śmierci, ale... większe. Zdecydowanie. Potem zbuntowany szturmowiec, o którym później. Śmierć Hana Solo! Ja się zastanawiałam jak można było to zrobić. Najpierw radość o to ten od Sokoła Milenium, a potem dziug i przepaść. Wielkie wejście i zejście (na szczęście z honorem). 


Ciągnąć temat starych bohaterów (którzy byli kiedyś młodzi). Księżniczka Leia, którą wszyscy nazywali i nazywają księżniczką, ujawniła się jako pani generał. Nikt nie stękał, że nie będzie słuchał kobiety, a ja takie postacie lubię - z oczywistego robią nieoczywiste. Tak trzymać! Chociaż ją też reżyser pokarał. Wtedy nie wyglądała na silną. Zabrać ukochanego i obdarzyć synem nieudacznikiem - bajka. A co czuł Chewie, kiedy jego wieloletni towarzysz został zabity i nawet nie będzie wąchał kwiatków od spodu (planeta posiadająca niesprzyjające warunki do wzrostu roślin)? To jedna z najdramatyczniejszych scen, jakie widziałam. Chociaż nie rozumiem bólu R2-D2 po odejściu Luke'a. W końcu R2 nie jest człowiekiem. Mimo to, szkoda, że dobry kawał filmu był niedysponowany. Jak to kiedyś wspomniał C-3PO: typowa puszka smaru. Na Skywalkera też czekałam. Cały film słuchajcie. Ciągle o nim rozmawiali i byłam pewna, że go znajdą, on rozwali co trzeba i będzie koniec. Tymczasem stanął naprzeciwko Rey, nie wypowiedział ani słowa. Dodam, że tak kończy się film. Muszę wiedzieć, co stanie się dalej!

Rey okazała się znakomitą postacią ukazującą nowe pokolenie w filmie. Babka, która wie jak o siebie zadbać. Z charakterem, silną wolą i... mocą. Ale też z tęsknota skrywaną głęboko w sobie, która hamuje ją przed każdym krokiem naprzód. Poznajemy ją jako ciężko harującą na przeżycie złomiarę. Żegnamy jako bohaterkę Przebudzenia Mocy. Finn, FN-2187, zbuntowany szturmowiec, również jest wyjątkowy, bo niby jest tym, kim jest, ale nie jest... A nie jest tym kim jest, bo  nie chce być, gdyż chce być tym, kim on chce być. Czaicie? Tak bez zawiłości - postanowił sobie, że skończy z tymi popaprańcami i zacznie żyć według jego poczucia moralności. Prowadzi akcję filmu. Łączy wątki. Typowy bohater buntownik, ale polubiłam go. Nie da się go nie lubić.

Byłabym zapomniała o Poe. Tym gościu, który postanowił oddać mapę BB-8. Postąpił słusznie, bo złapali go szturmowcy. Od tamtej pory powinien zginąć jakieś tysiąc razy. W jednym przepadku nawet mu się udało, ale jakoś wrócił zza światów i rozwalał wielkie COŚ.

Intrygującą i zadziwiająco przystojną postacią, chociaż na pierwszy rzut oka wydaje się zmasakrowany (maska) jak Vader po pływaniu w lawie, jest Kylo Ren. Znany tez jako Ben - syn Hana Solo i Lei Organy. Ten, który zabił i zdradził. Wygląda strasznie dzięki masce, gra obojętnego, zimnego zwyrodnialca, a tak naprawdę jest słabym, małym chłopaczkiem. Kiedy Solo nakłaniał go do powrotu wydawał się mięknąć, ale pomyślałam on jest zbyt charakterystyczny, żeby tak od razu zniknąć z tego filmu. Nie zniknął. Czy zabicie własnego ojca mogło go podbudować? Postać odtworzona przez Adama Drivera jeszcze zdecydowanie ma wiele do pokazania. A, to on ma ten fajny miecz świetlny, który zrobił taką furorę. I przeszył Hana (nie mogę się pozbierać).

Liczyłam, że tacy fajni bohaterowie znajdą się na wypasionych planetach, ale coś z tymi lokacjami słabo poszło, bo żadna z nich nie dorównała tym wcześniejszym. Żadnego Naboo ani Hoth - tylko Jakku, które wyglądało jak Tatooine. Poza tym żadna z VII epizodu nie zapadła mi w pamięci. Chociaż... ta, na której znajdował się Luke wydawała się najbardziej oryginalna. Liczę, że zapoznamy się z nią bliżej w przyszłości.

Muzyka jak zwykle wspaniała. Tworzona przez tego, który zna się na tym od lat, czyli Johna Williamsa. On wie co dobre i niezmiernie się cieszę, że zajął się ścieżką dźwiękową, mimo sędziwego wieku. Pewnie wiecie, że trudno byłoby zrobić coś tak genialnego. Tylko mistrz mógł mierzyć się ze swoim mistrzostwem.

Przebudzaniem Mocy zawiedziona nie jestem. Za to moje podekscytowanie sięgało zenitu. Z sentymentu prawie płakałam.Od zobaczenia Sokoła Millenium aż do ujrzenia brody Luke'a Skywalkera. Stara miłość nie rdzewieje, a ja kocham Gwiezdne Wojny. Nowi bohaterowie dołączają do listy osób, którym będę kibicować. Nie panie J.J. Abramsie, nie zrobił pan tego, czego się obawiałam. Nie zniszczył pan nic (może oprócz Hana Solo R.I.P.).


Gdzie jest ostatni Jedi? Kilka słów o Przebudzeniu Mocy
Reżyseria: J.J. Abrams
Scenariusz: Lawrence KasdanJ.J. AbramsMichael Arndt
Tytuł: Gwiezdne Wojny: Przebudzenie Mocy
Kategoria: science-ficton
Premiera: 18 grudnia 2015
Ocena: 9/10






fot.: Lucasfilm

Podobało się? Udostępnij:

12 komentarzy :

  1. Byłam na premierze i miałam momenty, kiedy sobie myślałam "o matko, jakie to żałosne", bo jednak Kylo Ren rozbrajał. Zachowywał się jak dziecko, któremu zabrano zabawki. Przez to wszystko był wkurzający. Rey za szybko opanowała Moc, bo okay, rozumiem wybitność i tak dalej, ale mimo wszystko: ot tak, sama z siebie nauczyła się z tego korzystać... Luke'owi cofnięto dłoń w rozwoju, bo po odcięciu miał bioniczną, która wyglądała jak ludzką, a teraz nagle ma zrobotyzowaną, ale no dobra, niech będzie. Różne rzeczy się zdarzają. Finn był dla mnie irytująco głupi...
    No, ale nie powiem, były fajne momenty. Niektóre bawiły i nawiązywały do części 4-6, co było naprawdę fajne :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są podejrzenia, że Rey to córka Luke'a, więc jeśli to się sprawdzi, jej opanowanie mocy będzie uzasadnione.
      Reżyser musiał dodać coś od siebie i naprawdę nie przyjrzałam się dłoni Skywalkera xD
      Poza tym dobre odczucia.

      Usuń
  2. Nigdy nie byłam fanką Gwiezdych Wojen, al eój brat uwielbia tą serię i był oczywiście w kiie na przebudzeniu mocy. Poleca, więc postanowiła, że obejrzę go w późniejszym czasie.
    Pozdrawiam i zapraszam:
    http://kruczegniazdo94.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warto, bo jest to na tyle kultowa seria, że na pewno nie zaszkodzi. Poza tym wciąga. Bardzo wciąga i zachwyca ;)

      Usuń
  3. lokacje racja takei cienkie i znajome xD Rei nie zawsze wiarygodna, nie mowiac o sithcie xD ale film tak czy siak calkiem dobry :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie byłam jeszcze w kinie, więc czytałam ten post na wyrywki. Co prawda, wiem co i jak, bo mój tatuś - zagorzały fan Star Wars - był na premierowym pokazie! Bardzo ciekawi mnie wątek syna Hana i księżniczki Leji, a to złoczyńca! Mama zdradziła mi, że R2D2 się obudzi, a to mój ulubiooony bohater! :D

    Dość długo nie było mnie w książkowej blogosferze, ale jestem i życzę wesołych świąt! Zapraszam też na mojego bloga i nową recenzję :)
    www.przerwa-na-ksiazke.blogspot.com

    Buziaki,
    Zuzia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czym prędzej biegnij do kina i zakochaj się w Gwiezdnych Wojnach jak Twój tata :*
      Życzę wspaniałej przygody.

      Usuń
  5. Fanką Gwiezdnych Wojen nigdy nie byłam i chyba już nie zostanę ;). Daawno temu byłam w kinie na 3 (?) części, bo kuzyn-fan mnie zaciągnął. Chociaż lubię te kimaty, najbardziej podobał mi się wątek między Anakinem i jego ukochaną :D. Po Twojej recenzji wydaje mi się, że może, może warto by zrobić drugie podejście? W końcu wiele się zmieniło w moich gustach przez 10 lat ;).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gusta się zmieniają jak w kalejdoskopie (przynajmniej moje), więc wierzę, że Ty też zakochasz się w tej sadze ;)

      Usuń
  6. Ha! Też byłam i widziałam! I bardzo mi się podobało. Tylko żeby jeszcze Kylo Ren nie ściągnął hełmu... moje życie byłoby piękniejsze! ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, z tym hełmem się zgodzę, ale wtedy z kolei nie byłoby tego wielkiego efektu zaskoczenia n początku.

      Usuń

Melomol © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka