Lindsey Stirling - Lindsey Stirling

Lindsey Stirling - Lindsey Stirling

Jak przekonać imprezowicza, który bawi się na dyskotekach przy przebojowych kawałkach, do muzyki klasycznej? Jak przekonać zagorzałego fana muzyki klasycznej do klubowych bitów? Wydawać by się mogło, że to niemożliwe, ale ktoś wpadł na wspaniały pomysł połączenia obydwu tych bajek w jedną, aby zademonstrować coś innowacyjnego i kontrastowego. To działa! Jedną z twórczyń, której kompozycje opierają się na takiej mieszance jest Lindsey Stirling.


Amerykańska skrzypaczka, zanim dotarła do sławy, przebyła długą drogę. Od nauki gry na skrzypcach rozpoczętej w wieku lat sześciu poprzez występy solo lub z zespołem aż do America's Got Talent, gdzie zaprezentowała się szerszej publiczności, zyskując sobie miano hip-hopowej skrzypaczki. Niestety nie zaoszczędzono jej tam krytyki i odpadła w ćwierćfinale, co wyszło na dobre, ponieważ niedługo po tym David Graham zaoferował jej współprace, z której zrodziły się niesamowite klipy. Prezentując je na YouTube, zyskała sobie ogromną rzeszę fanów na całym świecie. W ten sposób doceniono jej trud i pracę włożoną w kompozycje z klasycznym instrumentem oraz muzyką z maszyny  i jak niegdyś Vanessa Mae, z dumą rozpoczęła ich demonstrację, m.in. na koncertach grając i tańcząc jednocześnie(!).

Udowadniając jurorom i wszystkim, którzy nie byli jej przychylni, że ma talent i nie zamierza przestać się realizować w tym, co kocha, wydała swoją debiutancką płytę zatytułowaną po prostu Lindsey Stirling. Zawarła tam siebie i esencje tego, z czym chciałaby zapoznać słuchaczy. Jest to dubstepowo-klubowa mieszanka, przed którą wybijają się skrzypce. Próżno szukać tam wokalu, ponieważ pojawiają się tylko urozmaicenia typu "aaaa", wykonywane przez samą instrumentalistkę, która śpiewać też potrafi, ale co za dużo, to nie zdrowo. Wywijasy i smyczek na scenie wystarczą.


Z owymi głosami można zapoznać się już na pierwszym tracku zatytułowanym Electric Daisy Violin, który też świetnie zapowiada pozostały materiał przygotowany przez artystkę i producentów. Jak mogą wskazywać pozory, nie jest on rozlały i krzywdzący bębenki, lecz spójny. Nic siebie nie wyklucza. Lindsey doskonale posłużyła się przedłużeniem swojej ręki i w kolejnym Zi Zi's Journey świetnie skomponowała się z elektronicznym brzmieniem, które z szybkiego i skocznego zwalnia na chwilę do wolniejszego, by stworzyć trochę tajemniczego klimatu, który i tak został pociągnięty na singlowym, niesamowitym, wspaniałym, krystalicznie czystym i składnym Crystallize. Ten utwór wraz z teledyskiem stworzonym przez wspomnianego Grahama zawojował Internet i przyniósł Stirling niemały rozgłos. Właściwe przeogromny i do tej pory, jest to jej najpopularniejszy kawałek. Zdecydowana perełka na albumie.

Nostalgiczny Song Of The Caged Bird zwalnia tempo i sięga głęboko do uczuć, by zrobić kładkę dla Moon Trance z klipem podobnym do Thiller Michaela Jacksona. Zresztą cały utwór ma coś, co zalatuje tą legendarną piosenką, jednak Lindsey dodała odrobinę magii i upiorności oraz zaszalała z linią skrzypiec, która w refrenie sprawa wrażenie pociętej, co daje ciekawy efekt. Będąc już w tej subtelniejszej części krążka, możemy zapoznać się czarującym Minimal BeatTranscendence i Elements, które odsyłają raczej w świat marzeń niżeli na potańcówkę i szaleństwo. Powiedziałabym, że są dystyngowane, dość lekkie, ale wciąż dubstepowe i awangardowe. Sprawiający większą powagę i przyspieszający tempo jest Shadows, który maszyny wykorzystał w bogatszy sposób, a przynajmniej taki, który je bardziej odsłania. Potem już jest powrót do dynamicznej części wraz ze Spontanous Me, czyli czymś, co szybko się nudzi, ponieważ nie ma nic nowego i wydaje się tylko zapychaczem o wiele mniej ambitnym jak i kolejny Anti Gravity. Zamykający album Stars Align robi o wiele, wiele lepsze wrażenie. Skrzypce bardziej przestrzenne i tło adekwatne do instrumentu, od którego na chwilę się wyłączamy, aby znowu zgrać obydwa światy i polecieć do innego wymiaru, co może sugerować kolejny teledysk pełen przepychu i kolorów, ale za to jaki efektowny!

Lindsey Stirling nie jest kolejną gwiazdeczką, która przyszła po pieniążki. Jest  osobą, która tworzy muzykę, oddając przez nią siebie. Jest też kimś, kto poprzez swoje doświadczenie, pomaga ludziom. Jest otwarta na fanów, którzy to utorowali jej drogę na koncerty z prawdziwego zdarzenia, a teraz mogą je podziwiać, gdyż amerykanka nie tylko gra na skrzypcach i wymyśla melodie, ale również je pięknie oprawia, a jej debiutancki album to umożliwił. Jest spójny, elektryzujący, świeży i taki, jaki artystka chciała, żeby był, czyli jej, własny. I z elektronicznym brzeniem, i ze skrzypcami, a i jeszcze z tańcem, jeśli ktoś pofatyguje się na koncert.




Tytuł: Lindsey Stirling
Autor: Lindsey Stirling
Gatunek: classical crossover, dubstep
Data wydania: 18 września 2012
Czas trwania: 45 min. 23 s
Lista utworów: Electric Daisy Violin, Zi-Zi's Journey, Crystallize, Song Of The Caged Bird, Moon Trance, Minimal Beat, Transdance, Elements, Shadows, Spontanous Me, Anti Gravity, Stars Align
Ocena: 9.5/10




fot.: Playing with Light: Violin by jessicahtam. Licencja CC BY. Obraz kadrowany. 

Podobało się? Udostępnij:

19 komentarzy :

  1. Ja nie lubię muzyki klasycznej, ale wiedziałam, że skądś kojarzę tą artystkę! I nawet już wiem skąd po twoim poście. "Roundtable Rival"! Moje pierwsze i najbardziej udane spotkanie z artystką. Jakoś żaden utwór nie przypadł mi do gustu tak, jak to.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W najbliższym czasie postaram się wyskrobać coś również na temat drugiej płyty Lindsey, z której pochodzi właśnie "Roundtable Rival".

      Usuń
  2. Chcąc czy nie chcąc zapoznałam się bardzo dobrze z muzyką Lindsey - brat puszczał ją na okrągło. Najbardziej podobają mi się jej utwory inspirowane grami komputerowymi. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesteś drugim przypadkiem siostry, której to brat pokazał świetną muzykę ;)

      Usuń
  3. Ciężko mi jest przekonać się do jej muzyki.

    Zapraszam do mnie; zajmuję się pisaniem o muzyce http://the-rockferry.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń
  4. Muzykę klasyczną lubię <3 Artystkę znam i czasami posłucham :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Znam tę artystkę i bardzo lubię ją słuchać <3

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie przepadam za muzyką klasyczną, ale ta artystka ma w coś w sobie. Niesamowity występ na Billboard Music Awards razem z Charlie Puthem i Wiz Khalifa'em. ;)
    Pozdrawiam i dodaję do obserwowanych,
    songnevergrewold.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. To był świetny występ, ale nic nie przebije tego z Lizzy Hale w America's Got Talent gdzie to po porażce wróciła tam jako gwiazda, a nie skrytykowana uczestniczka.

      Usuń
  7. W życiu bym nie pomyślała, że kiedykolwiek to napiszę, ale to jest piękne! Na co dzień nie słucham takiej muzyki, ale myślę, że do piosenek Lindsey będę wracać z przyjemnością ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, piękne. Muzyka Lindsey jest dla wszystkich i za to między innymi podziwiam jej pracę. Poza tym pozytywna i porządna z niej babka ;)

      Usuń
  8. Nie jestem fanką, ale często słucham Lindsey - jej muzyka zdecydowanie ma to COŚ, które przyciąga uwagę :)
    PS. Nominowałam Cię do LBA, mam nadzieję, że się skusisz :)
    http://zatracona-w-innych-swiatach.blogspot.com/2015/08/lba-i-wazne-pytanie-do-was.html

    OdpowiedzUsuń
  9. Cześć,
    niedawno nominowałam cię do Social Media Book tag. Jeśli zechciałabyś zrobić, zparaszam na królestwo ;)

    Świetny blog :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Nominowałam Cię do Liebster Blog Award ;)
    Szczegóły: http://czytelnicze-turbulencje.blogspot.com/2015/08/liebster-blog-award-2-3.html

    OdpowiedzUsuń
  11. Świetny blog, zapraszam do siebie jestem tu nowa. http://morningdew99.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  12. Stirling, Stirling! Kocham tę kobietę za to, co tworzy! Jakiś czas temu znalazłam ją jakoś na youtubie. Zakochałam się od razu. O ile utrzymuję, że muzyki klasycznej nie znoszę (no, bynajmniej klasyków klasycznej, takich jak Mozart, Bethoveen, Chopin czy inni tego typu), tak muzykę tej pani uwielbiam. Chcę, chcę, bardzo chcę jej płytę, aby móc się relaksować przy jej muzyce nawet teraz, gdy nie mam dostępu do dźwięku w laptopie (a naprawiać mi się nie chce, bo sporo roboty z tym).

    Bo kocham czytać!

    OdpowiedzUsuń
  13. Uwielbiam Lindsey Stirling, mogłabym jej słuchać w kółko!
    ściskam ;))
    Latające książki

    OdpowiedzUsuń
  14. Lindsey to jedna z moich ulubionych artystek :) Niesamowita jest jej muzyka!

    Zapraszam do siebie!

    OdpowiedzUsuń

Melomol © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka