Slivana De Mari - Ostatnie Zaklęcia, Powrót Królów


Wracam do Was z ostatnimi częściami cyklu Slivany De Mari. Wzbudziła ona we mnie wiele emocji, obudziła ogrom ciekawości, lawinę wzruszeń i mnóstwo uśmiechu. Jest po prostu czymś, co bardzo na mnie wpłynęło i myślę, że kiedyś do niej jeszcze zajrzę, mimo że "Ostatnie Zaklęcia" oraz ich kontynuacja, czyli "Powrót Królów", to dość obszerna lektura, lecz co za problem ją dosłownie pochłonąć. Autorka bardzo się postarała.

W kontynuacji serii, na którą składały się "Ostatni Elf", "Ostatni Smok" i "Ostatni Ork" do umysłu małego księcia wkrada się obraz życia starego karła Inskay'a. Nikt nie chce uwierzyć młodemu Jossowi. Jest tak niemądry i dziecinny, iż można uznać to za kolejną jego bujdę. Jednak tym razem chłopiec jest pewien, że karzeł żyje naprawdę i potrzebuje jego pomocy. Jest zagrożony, jego rodzinę czeka śmierć. Co więcej, jego całą wioskę może spotkać okrutna praca, która dzień za dniem będzie niszczyła ich wszystkich - mężczyzn, kobiety, dzieci i starców. Oni wyginą. Znikną jak elfy. Syn Królowej Czarownicy wie, że musi ją przekonać do tego, co objawia mu się we śnie, ponieważ kiedy zginie Inskay, on to odczuje. Umiejętności, które dzięki niemu nabył, przepadną, a on sam może odejść do ojca, gdzie jest bezkresna łąka nad bezkresnym niebem...

Wraz ze swoim rodzeństwem, miejscową karlicą i młodym rycerzem Atacletem rozmyślają, jak przekonać nieugiętą i porywczą Jutrznię. Ona obstaje przy swoim, ale istnieje szansa, że król Varil im pomoże. Ten niezwyciężony, który z bycia nikim, stał się najbardziej szanowanym i siejącym postrach  przywódcą. Może przybędzie, ale trudno będzie go znaleźć. W tym czasie, to niedoświadczony i wystraszony Atacleto, postanawia wystawić swoją odwagę na próbę. Czy słusznie poświęca swoje życie? Nie wiele nauczył się robiąc za nocną straż pod komnatą królowej Daligar oraz niańkę jej dzieci.

Tymczasem świat ludzi od nowa żyje lękiem przed wojną z przeraźliwymi wojownikami, którzy dostali szansę na ucywilizowanie się, dzięki niewoli u ludzi. Po powrocie do ojczyzny jednak nikt nie cieszył się, że są żywi, lecz uznał ich za istoty, które trzeba traktować jak zdrajców. Nawet gorzej niż kobiety tego prymitywnego plemienia, nie mogące pokazać twarzy i pozbawione możliwości wypowiedzenia jakiekolwiek słowa poza domem. Jednakże istnieje szansa, że to się zmieni. Odejdzie w zapomnienie. Najpiękniej byłoby wtedy, gdyby ktoś złamał to okrutne zaklęcie, przez które stają się marionetkami w rękach ich oprawców, których nazywają mężami.

Historia ta, doskonale ubrana w słowa, tym razem ma na celowniku rodzinę. Miłość kobiety do mężczyzny, do dzieci, do życia. Jutrzni tak bardzo brakuje sławnego słowa "mamo" od swoich pociech zamiast oficjalnych  zwrotów, że jeszcze bardziej pogrąża się w rozpaczy, którą wywołała śmierć Yorsha. Nie chce przeżyć tego jeszcze raz, więc Arduin, Joss i Erbrow są najbardziej strzeżonymi osobami w mieście. Mają się kształcić, ale nie opuszczać zamku bez zgody i bez czyjeś obecności. Królowa Czarownica staje się przewrażliwiona, ale pragnie dobra dla tych, którzy jej zostali. Kiedy owdowiała matka ma świadomość, że może stracić najważniejsze dla siebie istoty, stara się nimi jak najlepiej opiekować. Podobnie ma się z karłem Inskay'em, który po ucieczce z rąk kata dzięki Masciak, zadręczą się myślą o swojej córce. Jeśli dowiedzą się, kim jest, to zabiją i ją, i całe jego plemię. Zadręcza się tym, co mogą z nią zrobić. Mniejszym uczuciem darzy swoją żonę, z którą się ożenił tylko dlatego, że jego jedyna miłość wybrała innego. Uważa ją za głupią i nic nie wartą. Dopiero gdy zaczyna wierzyć, że może jest inna, jest piękna i mądra, to nie odrzuca faktu, iż stanie się to prawdą. Nieszczęśliwy związek może zdobyć szansę na rozkwit.

Nie podałam wszystkich przykładów, ponieważ w tej książce pojawiło się ich sporo. W różnych wariantach i sytuacjach życiowych, co wskazuje na to, jak wiele odcieni może zyskać jeden problem - miłość w rodzinie. Jest to coś jak najbardziej naturalnego, ale nie każdy tego doświadcza. Zapomina, jak to jest ważne, a konsekwencje są zatrważające, co najlepiej obrazuje życie orków. Niekochani synowie, którzy mieli zostać kolejnymi okrutnymi zwyrodnialcami, nie doświadczyli rodzicielskiego oddania. Skutek był taki, jak założono. Potwór, któremu zabijanie sprawia przyjemność. Nie ma żadnych uczuć. Jak się już zdążyłam przekonać w pierwszej części, mogą one wykiełkować od nowa. Yorsh tego dokonał, czule komplementując bezdusznego orka, któremu dał powód do uśmiechu inny niż ten, po którym ten nieszczęśnik miał krew na dłoniach.

W serii Slivany De Marii mogłam podążać za bohaterami przez ich wędrówkę od dzieciństwa do stawiania czoła problemom dorosłości. Lubię takie przedstawienie sprawy, ponieważ mam możliwość analizowania decyzji bohaterów i to na długim dystansie życiowym. Obserwuję rozwój postaci i konsekwencje ich wyborów. Widzę, co w danej chwili się dla nich liczy. Jutrznia cierpiąca z powodu braku wolności jako mała dziewczynka, teraz musi zająć się swoim ludem, aby to on nie cierpiał tego samego. Rankstrial, który nie chciał nawet myśleć o miłości, teraz będzie musiał ją ratować. Wszystko wywraca się do góry nogami.

Ocena: 9/10

Podobało się? Udostępnij:

8 komentarzy :

  1. Recenzja jest ciekawa, jednak po serię raczej nie siegne. Magiczne krainy, elfy, krasnale to nie jest typ fantastyki, który uwielbiam. Ale recenzja pierwsza klasa! :)
    Pozdrawia Victoria z http://czytelniczemysli.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Przyznam, że pierwszy raz słyszę o tej serii. Twoja recenzja bardzo mnie zachęciła, dlatego już dodaję ją do mojej listy książek, które chcę przeczytać ;)
    http://alejaczytelnika.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie! Zakochałam się w tej serii.

      Usuń
  3. Natknęłam się w bibliotece na wszystkie trzy ''Ostatni...'', ale nie ciągnie mnie do książek tej autorki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Zapraszam do wzięcia udziału w mini akcji ; Liebster Blog Award- promowanie mniejszych blogów. Więcej szczegółów tutaj:
    http://latajace-ksiazki.blogspot.com/2015/07/liebster-blog-award-2-i-3.html

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie słyszałam o tej serii, ale zainteresowałaś mnie :)

    Nominowałam Cię do LBA, więcej na: http://someculturewithme.blogspot.com/2015/07/poznaj-mnie-lepiej-czyli-liebster-blog.html :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Nigdy nie słyszałam. Mogę Ci polecić "Czerwona Królowa" Victoria Aveyard, to jak dotąd moja ulubiona, a za nią "Intruz" Stephenie Meyer. :)

    http://oczyoutsidera.blogspot.se

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie poluję na "Czerwoną Królową" :D
      Intruz jakoś mocno mi się nie spodobał, choć przyjemna historia!

      Usuń

Melomol © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka