Silvana De Mari - Ostatni Elf

fot.: http://encyklopediafantastyki.pl/

Uciekając w świat fantastyki, stworzony przez Slivanę De Marii przy okazji jej sagi, można zacząć zastanawiać się, czy elfy istnieją naprawdę. Bądź czy nie istniały. Skąd mamy pewność, że smoki nie latały ludziom na głowami i nie porywały księżniczek? Może to się działo i legenda o Bazyliszku jest prawdziwa?

"Ostatni Elf" jak i pozostałe części z serii "Ostatni...", zmusiły mnie do wielu przemyśleń, ponieważ ta książka ma bardzo bogate wnętrze. Nie wszystko kręci się wokół mitycznych stworzeń. Są w niej wartości, które dzisiaj wielu ludzi nie rozumie i tylko nieliczni mają zaszczyt je wykorzystywać. W powieści elfy uważane są za złe stworzenia, które zagrażają gatunkowi ludzkiemu. Zamknięte w ich specjalnych rezerwatach zaczynają wymierać, a trudne czasy jakie nastały, uważane są za winę ich mocy. Ostatni z nich, Yorsh, mały, niedawno urodzony, musi uciekać, aby przeżyć. Musi zostawić babcię i szukać schronienia, bo woda zalewa wszystko. Nie ma już nic, tylko wspomnienia i zimno docierające aż do kości. 

Z powodu wrogości ludzi do elfów, mały nie ma gdzie szukać pomocy. Jest zrozpaczony swoim położeniem, co autorka opisała w taki sposób, że czytelnik czuje ból, głód i niemoc bohatera. Ma się to wrażenie, że jest się w jego ciele i przeżywa to, co on. Widzi się świat jego oczami. Lecz nie tylko ten ponury i jałowy. Elf potrafi dostrzec w nim piękno. Szczegóły, które zmieniają wszystko. Może nawet zachwycić się okropnym i obrzydliwym orkiem, który według niego jest najpiękniejszym stworzeniem na Ziemi, w którym można dostrzec podobieństwo nawet do malowniczego księżyca. Wszystko i wszyscy mają w sobie niezwykłość. 

Gdyby nie ten głód... To najokropniejsze czego doświadczył w swoim krótkim życiu i to zaprząta mu myśli. Może pomógłby mu jakiś człowiek? Nie, nie może się mu nawet pokazać na oczy, bo czeka go niechybna śmierć. Ludzkie uprzedzenia, które nie są słuszne, spowodowały tyle cierpienia tym dobrym stworzeniom. Oni nie rozumieją, a raczej nie chcą zrozumieć. Ważne, że mają winowajców, którzy będą odpowiadać za śmierć ludzi i tamtą przegraną bitwę. Niestety czegoś nie wiedzą. Nie mają pojęcia, że elfom sprawiało ból to, co ofiarom pod ostrzem ich miecza. 

Dobrze, że są jednak osoby, które potrafią wyciągnąć pomocną dłoń. Bieg zdarzeń doprowadza Yorsha do Sajry. Młodej silnej kobiety, która nie dość, że nie uśmierciła elfa, to jeszcze zabrała go ze sobą. W końcu to jeszcze dziecko. Mimo tego, że mały sprowadza na nią mnóstwo kłopotów, nawet doprowadza ją do szubienicy, to ona zawsze jest po jego stronie. Dostaje w zamian prawdę i miłość od dzielnego myśliwego, co potem dopełni przepowiedni z murów w Daligar. 

Przepowiednia jest głównym problemem, którym zajmują się bohaterowie. Mówi ona o spotkaniu ostatniego elfa i ostatniego smoka oraz dziewczynie, która ma zostać żoną tego pierwszego. Reszta wizji spisanej przez wielkiego Arduina, została usunięta. Jest to wątek, który z każdym zdaniem wzbudza coraz większa ciekawość, a potem stopniowo wszystko się rozjaśnia. Autorka znakomicie buduje napięcie, więc trudno jest odstawić książkę na półkę. Do tego nie oszczędza czytelnikowi zaskoczeń i emocji. Jak wtedy gdy bohaterowie siedzieli w lochach Daligar, czekając na śmierć. Wtedy Yorsh pokazał, że nie wszystko stracone i może nie mam mocy, jaką mu przypisują, ale jednak coś tam potrafi. Mało brakowało, a kolejny nieudolny rozkaz Zarządcy zostałby wypełniony.

"Ostatni Elf" pokazuje rzeczywistość średniowiecza, a więc brud, smród i ubóstwo. Dodatkowo spotęgowane nakazami Zarządcy, które miały wzbudzić strach w mieszkańcach i raz na zawsze pokazać im, kto rządzi. Dzięki tej powieści wiem, że jest to rozwiązanie, ale na krótko. Oprócz tego świat jest przedstawiony tak, jakby w tych zamierzchłych czasach naprawdę istniały elfy, smoki i inne fantastycznie stworzenia, ale wyginęły przez ludzi. Nie dali elfom żyć przez lęk, nienawiść i uprzedzenia. Nie wysłuchali ich. Tak jak my nie słuchamy i tracimy kogoś, kto może nam w przyszłości pomóc. Nie słuchamy koleżanki, bo musimy odebrać snapa... Yorsh uczy kochać to, co jest dookoła i nie ignoruje nawet muchy. Zdechłej muchy, której nadal może pomóc. Powinniśmy się wszyscy od niego uczyć. 

Ocena:10/10

Podobało się? Udostępnij:

9 komentarzy :

  1. Nigdy nie słyszałam o tej pozycji, muszę koniecznie przeczytać!
    Barszczykurodowy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  2. Nigdy nie słyszałam o tej pozycji, muszę koniecznie przeczytać!
    Barszczykurodowy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  4. Książka wydaje się bardzo ciekawa i z chęcią kiedyś po nią sięgnę :) Fantastyka jest moim ulubionym gatunkiem, więc mogę się założyć, że "Ostatni Elf" mi się spodoba :)

    http://threecatsproject.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. Muszę przyznać, że nic nie słyszałam o tej pozycji. A wydaje się naprawdę ciekawa, dziękuję za recenzję !

    Pozdrawiam,
    http://magiel-kulturalny.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie znam autorki i nigdy nie słyszałam o tej książce, ale zainteresowałaś mnie i może kiedyś się na nią skuszę :)

    someculturewithme.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  7. Gratulacje!
    Zostałaś nominowana do Liebster Blog Awards.
    Więcej informacji :http://ksiazkoholiczka19.blogspot.com/2015/06/liebster-blog-award.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka wygląda bardzo ciekawie, koniecznie muszę się z nią zapoznać.

    http://zakurzone-stronice.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  9. Pierwszy raz słyszę! Okładka przykuła moją uwagę na długo. Niby nic takiego, ale jakoś nie mogę przestać się wpatrywać:)

    OdpowiedzUsuń

Melomol © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka