Do świata marzeń w naszym wnętrzu - premiery kwietnia


Nie, nie, nie odeszłam. Jestem, pisze, czytam, słucham... Tylko nie publikuję. Każdy ma taki czas w swojej twórczości, że czasami gdzieś znika, aby potem wrócić. Więc jestem. 


Pierwszy post, który tutaj pisze po mojej nieobecności, bo jestem jebanym leniem, chciałabym napisać w luźniejszej wersji - jeśli styl z elementami refleksji można takim nazwać. Chyba można. Usprawiedliwienie absencji? Możecie odczytać powyżej. To tak z tych mniej przyjemnych powodów. Takie, które zasługują na zupełne odpuszczenie mi winy pewnie zaraz pojawią się niżej (mam ochotę o nich trochę popisać). Natomiast na koniec zostawiłam sobie coś, co prawdopodobnie lubicie najbardziej, czyli książki. Premiery na kwiecień, czyli miesiąc moich urodzin oraz czas wielkich... wyjazdów (czyli za jakiś czas będzie kolejny post o tym, gdzie się podziewałam, pomijając to, iż do zniknięcia przyczynił się mój leń).

Gdzieś między pisaniem recenzji książki Dmitra Glukhovsky'ego, popijaniem herbaty, a bieganiem po lesie (na maraton mi się zachciało), wpadłam na pomysł, że od czasu do czasu na własnym blogu mam prawo wyżalić się i ponarzekać. Czytelnicy są na tyle empatyczni, że udzielą wsparcia, ale niech też nie myślą (nie myślcie), że tylko po to tutaj wróciłam. Jestem przede wszystkim po to, aby dzielić się moją opinią książkach i tych innych takich, wiecie... I pewnie też po to Wy tutaj zaglądacie, więc po co przedłużam nie wiem sama. Wena mnie naszła. Życie artysty. A jak artysta to zmienia często nastroje, dlatego będzie i smutno, i wesoło, bo przez ten czas, który mnie nie było (wcale nie tak długo), zdarzyło mi się uśmiechnąć.

Ostatni raz uśmiechałam się - brzmi to trochę jak spowiedź - jak siedziałam za kółkiem w elce, bo wszyscy przeżyli. Przysięgam. Nikomu nic nie zrobiłam. Instruktor cały. Właśnie to jest jeden z powodów, dla których rzadko bywałam na Melomolu. Od razu po szkole wykłady ze względu na to, iż zapisałam się na prawo jazdy. Potem zajęcia praktyczne i nie pytajcie jak moje samopoczucie przed pierwszą jazdą, bo prawie umarłam. W sensie ze stresu (bo pomyślicie, że jestem niebezpieczna). Z czasem mi przeszło, bo świetny człowiek pilnuje, żebym nie przejechała tego kotka, co tak lubi biegać po ulicy. Naprawdę. Pozdrawiam.

O szkole wspominać nie muszę, bo to już nudne.

No i że jestem leniem, też już napisałam.

Dręczy mnie dodatkowo apatia, jakieś depreszenie się mnie czepia i ogólnie z sekundy na sekundę tracę jakąkolwiek ochotę na cokolwiek. Potem nie mogę się podnieść i pytam się JAK ŻYĆ. Moja motywacja ode mnie gdzieś ucieka, kreatywność blaknie, przez co nie mogę złapać tych pomysłów, które do mnie przychodzą. Nie mogę z nimi skończyć. Doprowadzić ich na metę. Zmęczona jestem. Żyję w ciągłej świadomości, że mam dużo do zrobienia, lecz czasu jakoś brakuje. To ciągnie za sobą niebezpieczną reakcję łańcuchową, czyli nic nie robienie, bo po co, jak i tak nie zdążę. Dziś wstałam, bo uznałam: hej, Melomol beze mnie nie będzie żył. Więc jestem.

Co to wspomnianego wyjazdu. W kwietniu wyjeżdżam na trzytygodniowe praktyki do innego kraju. Będzie i fajnie, i pracowicie, ale nie wiem jak to odbije się na blogu. Postaram się to załatwić tak, aby nie było tutaj pusto. Chociaż... czasami myślę sobie, że lepiej byłoby zostać w domu, mieć te chwilę samotności. Z drugiej strony nie po to tyle przeszłam, żeby na te praktyki się dostać, aby teraz rezygnować. Zawsze będzie przychodził ten krasnoludek i mówił ale. Co mam z nim zrobić? Nic z nim nie zrobię. Pogada i pójdzie.

W takim razie to tyle. Czy było potrzebne tyle pisania? Nie, ale co z tego. Czytanie nie szkodzi, pisanie też nie (chyba że się pisze złe rzeczy, a potem te złe rzeczy są czytane). Zapraszam serdecznie na moje typy książkowe, muzyczne i filmowe na kwiecień.

KSIĄŻKA

Nie ukrywam, że najbardziej zaintrygowała mnie Dziewczyna, którą nigdy nie byłam, bo nie dość, iż ma rzucająca się w oczy różową okładkę, to jeszcze okres, w którym ma dziać się akcja, wzbudza we mnie poczucie nostalgii. 






MUZYKA

Polska rusza z miejsca. A już w maju premiera albumu zespołu (również z Polski), na którą bardzo czekałam.


FILM

Natalie Portman - uwielbiam, Willem Dafoe - znakomity, Kung Fu Panda - tak... zabawna jest.




Zobacz więcej >

Czas rozwiązać zagadki - premiery lutego

Spóźnione, ale jest! Owszem, zeszło mi się z premierami lutego, ale jeszcze o nich nie zapomniałam. Serdecznie zapraszam! 


Ferie tak szybko mi zleciały.  I przyszły refleksje na temat dorosłego życia. Niedługo osiemnaste urodziny... Czuje się taka stara! Jednak słusznością było, że jako dziecko myślałam, iż nie chce dorosnąć. W każdym razie czas biegnie. Jutro zaczynam prawo jazdy, dowód w drodze... Trochę się boje, nie czuje się gotowa, lecz kto tego nie zrobi, jeśli nie ja? Na szczęście są książki, które zabiorą mnie gdzie  indziej i muzyka z dzieciństwa, przywołująca wakacje. 

Tak... zegar tyka... Wykorzystajcie swój czas jak najlepiej. 

KSIĄŻKA


MUZYKA


FILM

Zobacz więcej >

Liebster Blog Award #9



Wiem, że coś ostatnio u mnie cicho, ale ludzie... ja Wam mówię: jestem w szkole nawet w soboty! Co prawda mam przygotowane posty, ale bez poprawek ich opublikować nie mogę. Cóż, teraz na szybko skleciłam kolejne odpowiedzi do Liebster Blog Award. Za nominację dziękuję Autorce bloga Dywagacje nas herbatą, który jest naprawdę wspaniały. Serdecznie go Wam polecam, szczególnie za treść.
  1. Jaki gatunek herbaty lubisz najbardziej? (jeżeli nie lubisz herby to podaj nazwę ulubionego napoju)
    Najbardziej lubię zieloną herbatę. Koniecznie liściastą. Jej dwie super funkcje wykorzystuję bardzo często: uspokajam się albo pobudzam. Dodatkowo uwielbiam jej smak. Skutecznie zabija pragnienie. I ma wiele innych dobroczynnych działań, ale to nie ten blog. 
  2. Wolisz korzystać z komputera stacjonarnego, laptopa, chipu NWO, tabletu czy telefonu?
    Muszę korzystać z komputera stacjonarnego, bo trzeba ćwiczyć do szkoły takie różne dziwne działania. Czy wolę? W sumie tak, bo uwielbiam pisać na klawiaturze. Dwoma palcami... Po prostu lubię. Jednakże do łóżka tego wielkiego urządzenia nie zaciągnę (ta dwuznaczność), więc zostaje tablet i telefon, z czego tablet jest lepszy, bo lepiej się filmy ogląda. 
  3. Nadchodzi Apokalipsa. Jedyną Twoją szansą na przeżycie jest wyrecytowanie zaklęcia. Jakie zdanie pierwsze przychodzi Ci do głowy?
    Mam złe przeczucia. Spanikowałam. Tylko to przyszło mi do głowy. Można się śmiać.
  4. Sauron oferowuje Ci pierścień. Czy bierzesz? I dlaczego tak/nie?
    Po pierwsze Saurona nie lubię, gdyż jest... chciałam brzydko powiedzieć, ale że jest słabiakiem wystarczy. Dlatego nic od niego nie przyjmę. Po drugie nie lubię nosić żadnych pierścionków. Nawet na łańcuszku na szyi. I niech nigdy więcej nie dotyka biednych, małych Hobbitów!
    Zabrzmiało jakbym do tego jeszcze tupnęła nogą. Spokojnie, jestem opanowana. 
  5. Pomykasz po domu w domowym obuwiu (typu kapeć), czy boso?
    W lato to ja nawet po świecie biegam bez butów. W zimę kapeć obowiązkowy. Z bawełnianą skarpetą. 
  6. Czerwona czy niebieska pigułka?
    Moje oglądanie Matrixa (jeśli do tego jest odniesienie) było bardzo... urywane, więc nie do końca ogarniam, ale lubię czerwony. Niech moje preferencje będę przewodnikiem. Czerwona. Co wygrałam? 
  7. Wolisz być Jedi czy Sithem? Dlaczego?
    No i tu zaczyna się największa rozkmina życia. Gdybym była Sithem, to miałabym te wszystkie wypasione miecze. Do tego czerwone. Ogólnie to nie robiłabym nic poza myśleniem o tym jak tu zawładnąć wszechświatem. co mogłoby mi się w końcu znudzić. Gdybym była Jedi, to dyscypliny po uszy, ale za to przygody i adrenalina gwarantowane. Zawsze zasady można łamać, ale to nie po dżedajowemu... Temat pozostanie otwarty. 
  8. Przenosisz się do fantastycznego świata i możesz wybrać jeden przedmiot, który zabierzesz ze sobą. Co to będzie?
    Pewnie trzeba pomyśleć nad czymś użytecznym. Mogą nie mieć prądu. Po przeczytaniu Robinsona Cruzoe uświadomiłam sobie, do ilu rzeczy potrzebny jest zwykły nóż. Dlatego też znalazłabym porządny nóż. 
  9. Glorfindel czy Arwen?
    Oczywiście, że Arwen. Dziewczyny górą! 
  10. Czy oczekiwałeś/aś na list z Hogwartu mając 11 lat? (Dla starszych: czy czekałeś/aś na Gandalfa w 33 urodziny?)
    Nie, wtedy jeszcze nie wiedziałam, że istnieje takie coś jak Harry Potter i Hogwart, ale nawet jak się dowiedziałam, to nie przyszło mi do głowy, żeby czekać na list. Może mam za mało wyobraźni, albo jestem zbyt wielką realistką. Żeby nie było: od dziś czekam na list z Hogwartu. 
  11. Mężczyzna w kapeluszu z napisem „Maggus” wpada na Ciebie na ulicy. Co robisz?
    Mówię, że fajny kapelusz i idę na kebaba. 

Pytania i nominację tym razem sobie daruje. W każdym razie mam mnóstwo pomysłów na inne posty, a nawet nowy obiektyw, więc chętniej będę dodawać zdjęcia mojego autorstwa. Będzie jeszcze bardziej po mojemu.

Pozdrawiam :)
Zobacz więcej >
Melomol © 2015. Wszelkie prawa zastrzeżone. Szablon stworzony z przez Blokotka